Fajnie,że przypomniałeś mi fotkami to miejsce.No i do dziś czuję jeszcze gesią skórkę na myśl o tym stadzie i omijaniu go szerokim łukiem z duszą na ramieniu!Z opowieści opiekującego się tą rogacizną,wynikało że żartów nie ma!Sam miał przygody mrozące krew w żyłach.