Chętnie bym się od Was czegoś dowiedział na temat tego cmentarza. Spędziłem na nim parę chwil, porobiłem fotografie i poszliśmy dalej. Niedaleko od tego miejsca droga zaprowadziła nas w inne bardzo ciekawe. Jest to baza studencka. Chałupa z paleniskiem w klepisku, ławami i innym sprzętem bazowym. Obok jakiś loszek, albo piwniczka zamknięta na klucz. W bazie było dwoje ludzi. Nie byli oni zadowoleni z naszej wizyty. Nie wiem, dlaczego. Pokazali nam dalszy kierunek marszu i poszliśmy sobie po króciutkim odpoczynku dalej. Powiedzieli na odchodnym, że zobaczymy po drodze bardzo duże marnotrawstwo. Mówiąc to byli bardzo tajemniczy. Ścieżka wyprowadziła nas pod górę na łąki. W przeciwieństwie do tych poprzednich, te były ładnie wykoszone. Nie dość, że ścieżka ładna to obok łąka prawie jak boisko piłkarskie. Za to widoczki, im wyżej tym ładniejsze. Palce lizać. Z naprzeciwka pojawili się jacyś ludzie, ale przeszli bez słowa. Z daleka widzimy na szczycie betonowy trójnóg. Już wiem, o co chodziło z tym marnotrawstwem. Otóż na szczycie i obok niego są poukładane w pryzmy około 4 m wysokie bele z siana. Leżą i gniją. O.K. Czy aby na pewno marnotrawstwo. Może prawa ekonomii porąbane tu zadziałały. Uni znaczy Unia dopłacają jakiś grosz od hektara wykoszonej łąki, pod warunkiem, że siano jest zebrane. Natomiast z sianem tym nie ma, co zrobić. Kupca nie ma, a jak już jest, to koszty transportu są tak wysokie, że nie opłaca się kupować. Więc leży i gnije sobie. Przynajmniej tak to sobie wytłumaczyliśmy. Wierzcie mi, że z tych pryzm widok jest imponujący na wszystkie strony świata, bez względu ile ich jest. Tam też był zasięg i mogłem poinformować Renatkę, o której ma podjechać z piwkiem. Polną droga poprzez łąki schodziliśmy w dół. Znowu jakaś pasieka się znalazła przy drodze. Jak już doszliśmy prawie do Drogi Karpackiej to okazało się, że mamy problem, bo drogę przecina szeroki i bardzo wartko płynący potok. Nie takie przeszkody już pokonywałem, więc i z tą sobie poradziliśmy. Doszliśmy do asfaltu w najniższym punkcie wsi. Renatka musi już być, ale chyba w innym jej punkcie, a tu zasięgu telefonicznego niet. Idziemy pod górę asfaltem. Idzie się fatalnie. W pewnym momencie Kuzyn woła do mnie mam zasięg. Siadamy w rowie i czekamy. I to by było na tyle tego dnia. Super wycieczka i super, że troszku pobłądziliśmy…


Odpowiedz z cytatem