Nie wiem jak to się stało, ale stało się. Tam pobłądziliśmy. Jedna ścieżka i pobłądziliśmy. Teraz już wiem, jaki błąd popełniłem, Zresztą już wtedy wiedziałem. Trza było wejśc lekko w prawo do lasu, a nie dymać wygodną scieżką. Ścieżka ta delikatnie skręcała w lewo i prowadziła w dół. Za to na łąki, piękne łąki. Kiedy tak naprawdę się zorientowałem, ze tędy nie dojdziemy do zamierzonego celu, stwierdziłem, że schodzimy na dół. Tam jest zasięg, zadzwonię do Renatki, a ona przyjedzie po nas w inne miejsce. Ze dziwieniem widzimy z góry, ze Wojtek z Gośką też dopiero dochodzą do samochodu. Może oni nas zabiorą? Niestety my nie mamy zasięgu i nie możemy do nich zadzwonić. Przyspieszamy w dół, ale oni już odjeżdżają. Gdyby spojrzeli w górę w prawo, ale nie pojrzeli. Dochodzimy do sklepu. Tam wypijam coś zimnego i dzwonimy do Renatki. Sączymy i czekamy. W końcu jest. Wracamy na kwaterę. Wczesna pora jeszcze jest, więc Renatka ma pomysł, żeby zobaczyć czy dzika róża już jest dojrzała. Wiemy gdzie rośnie, więc jedziemy. Szybko nazrywaliśmy sporą ilość owoców. Następnie jedziemy do wypału. Chcę kupić Barnabie węgiel. Na wypale jest dla mnie odłożony worek. Dlaczego odłożony? Dlatego, że w nim jest węgiel bardziej kaloryczny. Tutaj Barnaba i Polej mogą coś powiedzieć. W trakcie rozliczenia zostałem zaskoczony. Myślałem, że piwo /oczywiście nie jedno/ załatwi sprawę. Niestety nie załatwiło. Jak mi Pan pracujący na wypale wytłumaczył, za dobrą ma pracę, aby ryzykować jej stratę. Worek kosztuje tyle i tyle i albo biorę albo nie. Piwo do tego nie jest potrzebne. Zapłaciłem, piwo zostawiłem jako premię i worek zabrałem. Wieczorem grillowaliśmy przy ognisku. Renatka z kuzynem mozolnie obierali owoce dzikiej róży. Sporo czasu im to zajęło. Po obraniu owoce powędrowały do specjalnie do tego przywiezionego z Poznania bardzo dużego słoja i zostały przesypane cukrem. Ludzie! Jaka z tego wyszła nalewka…


Odpowiedz z cytatem