Paszczak,kimałeś w tym szałasie?Jakie tam warunki?
Paszczak,kimałeś w tym szałasie?Jakie tam warunki?
Pozdrav
ło jesooo!!! jak piknie!!!
Niestety nie kimałem, z racji odległości/bliskości bywam tam zwykle na jednodniowych wypadach,ale prezentuje sie to bardzo przyzwoicie...na tej trasie i w ogóle w okolicy miejsc podobnie zacnych jest więcej. Jak znajdzie się ktoś chętny na tą część Karpat, to z przyjemnością się przyłączę i zostanę troszkę pobacować...tam lub gdzieś głębiej w "sercu gór".
no!
doczekałam się
super!
i zazdroszczę!!!!!!
"...Lecz ja wrócę tu, będę w twoim śnie.
Nikt nie zabroni nam śnić..."
Bogdan Loebl
Świetne zdjęcia!
Pozdrawiam
Przemek
Na Malorce dawno dawno temu to nasze koło regularnie urządzało sobie Sylwestry. Ale tamtego fajnego szałasu (częściowo murowanego, z porządnym piecem) niestety już dawno nie ma.
Sprzed szałasu był super widok na Tatry, bo stał on prawie na środku grzbietu.
A ostatnio, tuż przed Świętami moi koledzy bacowali w szałasie na Hali Cudzichowej.
Tu parę zdjęć, mnie niestety tam nie było:
http://picasaweb.google.pl/mary.hole...negoProwianta#
B.
No to jak to tak? Jechać, jechać koniecznie...od Chorzowa też masz blisko, a nawet bliżej
Tym razem pojechałem zgodnie z zasadą, że trzeba jechać mimo potencjalnych przeszkód, a wiele ich było jeszcze w sobotni wieczór: pierwsze nartowanie tej zimy, kompanów zero, pobudka o 5, goście zaproszeni na 18, śniegu ponoć jak na lekarstwo więc wizja niesienia nart biegiem (czas ograniczony). Już prawie na rower mnie one rzuciły. Ostatecznie jednak wygrało to co zwyklei pojechałem.
Jak było to widać, o 17:50 wpadłem do domu, goście przyszli o 19...ot taki żonowy trick żebym zdążył bo oczywiście nie miałem pojęcia na kiedy faktycznie są umówieni...zrobiłbym zdjęcie purpurowych Tatr z Przysłopów zamiast pędzić ;]
Takoż przypadkiem do foto- dopisano -relację.
Kolejny wypad miał być dziś, a będzie wkrótce...jak akumulator odratuję/kupię ;P
Niestety nie mam samochodu i jestem skazana na komunikację publiczną (lub umawiam się z kimś znajomym).
A po drugie - koniec roku i początek następnego to dla mnie zwykle okres nasilonej pracy. Więc niestety w świątek i piątek pracowałam ostatnio po 12-14 godz. dziennie i będę dopóki nie skończę (a wtedy pewnie zacznie się coś następnego).
No niestety czasem tak bywa, ze trzeba przysiąść. Ale ostatecznie wolę pracować zimą, a mieć więcej wolnego w maju i latem.
Pozdrowienia
Basia
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)