Dygresyjka na temat transportu w polskich górach rozpoczyna kolejny rozdział opisu moich zimowych zmagań w Zachodnich Beskidach
Otóż dziś, tj.04.01.2009 powróciłem z dwudniowej eskapady narciarskiej. Tak się złożyło, że zdałem się na ów publiczny transport co sprawiło, że banalna podróż z Rajczy do Bielska-Białej (gdzie czekał samochód) zajęła jedyne 4h. Komunikacja widocznie nie potrzebuje zwozić turystów z górskich osad...a może takich ludzi już nie ma? Wielu autem jedzie, ale z plecakiem i nartami ciężko złapać "stopa". Kompletna porażka i tyle o tym.
Co prawda to forum bieszczadzkie, ale może chętni na inny beskid się znajdą...dla nich opis/zaproszenie do wędrówki niżej podaję.
Zamiast planowanego dalekiego wypadu wyszedł względnie bliski...do tzw."worka raczańskiego". A był on w skrócie taki:
03.01.2009, sobota.
4:20 pobudka, 5:15 wyjazd,6:cośtam Bielsko-Biała. Porzucam auto przy centrum handlowym i niespiesznie idę na dworzec gdzie okazuje się, że przypadkiem (5min opóźnienie pociągu...w głowie miałem jakąś późniejszą godzinę odjazdu) dopadam 'pojezda' relacji Katowice-Zwardoń. Wygodnie dojeżdżam więc do Zwardonia i ok.8:00 wyruszam na szlak (czerwony), początkowo drogą "z buta", a za schroniskiem znanym jako "Dworzec Beskidzki" już na nartach. Pogoda dopisuje, zapowiada się piękny dzień...i dobrze bo trasa do przejścia jest bardzo długa nawet w warunkach letnich. Taszczę ciężki plecak, a w nim chyba tylko namiotu brakuje...oczywiście mam świeczkiwięc nocka w lesie to pikuś lecz milej będzie przesuszyć się w jakimś schronie...niestety to widmo długiej trasy skutecznie powstrzymuje od fotografowania cudownej zimy w górach.
Odcinek Zwardoń-Wielka Racza pokonuję samotnie, żywego ducha na trasie nie spotykając, to prawdziwa przyjemność i odpoczynek...jedynie tropy kopytnych i duże łapy szarych psowatych odciśnięte bardzo licznie. Fajnie, że w tych górach też są.
13:10 Wielka Racza, gwarno i ludno...zjadam zamarzniętego banana, łyk targanej na plecach herbaty, obejrzenie panoramy z wieży widokowej (360-stopni, widać wiele,polecam!) i dalej w drogę, nie ma lekko...do noclegowni jeszcze ponad 3h marszu, po drodze widokowe polany Wielkiej i Małej Raczy, tu kapitalne zjazdy. Aparat zabezpieczony przed upadkami ciągle czeka na swój czas. Pod koniec trasy, na jednej z polanek, wywlekam sprzęt i robię kilka (jedynych na tej wycieczce) zdjęć. Do schroniska na Przegibku doczłapuję ok 16:15 po 32km szurania, zapada zmrok i mam "lekko" dość ;] Tam dopiero zjadam śniadanio-obiado-kolację podlewaną grzanym winem i piwem, daję też znak życia dla tych co w domu ;] Wieczorne pogawędki z ludźmi gór: Marysią, Małgosią i Zbyszkiem, których pozdrawiam niniejszym. Mycie i spanie.
04.01.2009,niedziela.
Czekam na (opóźnione, obsługa śpi) otwarcie bufetu, śniadanie i wymarsz. Nad ranem sypnęło śniegiem więc zmieniam trasę, rezygnuję ze zdobycia, po raz kolejny, Rycerzowej i zjeżdżam do doliny Rycerek zielonym szlakiem polecanym przez Zbyszka. Korzystam z rady bo akurat jeszcze tamtędy nie szedłem. Niezły zjazd lecz wkrótce natrafiam na spory wiatrołom, trzeba nieść narty. W dolinie odbijam na niebieski szlak, strome podejście, dalej łagodny trawers wyprowadza do zasypanego przysiółka Mlada Hora. Tu typowa zima w górach: śnieg, wiatr, góry widać, ale jest biało-buro.
Dalej zgodnie z planem, czerwonym szlakiem, grzbietowo aż do granicy Rycerki Dolnej i Rajczy gdzie po 15km niedzielna część wycieczki dobiega końca. Rozpoczyna się za to cudowna podróż powrotna opisana na początku. Zysk ze skrócenia trasy straciłem na beznadziejnym czekaniu na transport ;]
Aby więcej nie zaśmiecać wspomnę, że nieliczne fotki z wyjazdu są u mnie: http://tiny.pl/6br2.
Stosowny link do statystyk moich wycieczek z GPS też gdzieś tam jest...
Pozdrawiam![]()




Odpowiedz z cytatem