etap kolejny rozpoczeliśmy od pójścia spać na glebie gdzie to okazało się że Czapa zoofilką jest na pewno.W środku nocy obudziła nas okrzykiem (no co ty robisz)ktoś na nogach jej się położył.okazało się że był to piesek zamieszkujący schronisko-upodobał sobie jej/Czapy/nogi lub śpiwór.kiedy już bliżej się zapoznali ze sobą spali zgodnie oboje przy wtórze naszego pochrapywania.Poranek przywitał nas deszczem i Dziadkiem cudem odnalezionym.nocował gdzieś w Nasicznem na sianie.nie wiem jak tam dotarł,grunt że wszystko skończyło się dobrze.wobec brzydkiej pogody rezygnujemy z wyjścia na Kremanerosa i udajemy się do naszego Henryka do Wetliny.przebieramy się w bardziej cywilizowane ubrania i jedziemy do Krysi do Szwjkowa aby z nią porozmawiać.W drodze powrotnej łapiemy wszystkie napotkane cerkwie,a przy okazji i cmentarze.Potem jużtylko zakupy w bacówce-słynna Łącka-sery i już jesteśmy w Wetlinie.Wieczorem idziemy w trzech do bazy żegnać się wszak już następnego dnia trzeba do domu wracać.Nagle znajdują się nasze dziewoje w towarzystwie Henryka i tortu urodzinowego dla Duńczyka.Łzy w oczach mu się zakręciły na widok tej niespodzianki.Potem huralne sto lat wykonane przez wszystkich obecnych w Bazie i długie nocne polaków rozmowy.I tak minęła nam ostatnia noc w Bieszczadach


Odpowiedz z cytatem