Nastepnego dnia wstajemy dość wcześnie-ma przyjechać ekipa z Warszawy.Zjawiają się już o siódmej i zaczyna sie mały rozgardiasz.Potem wszyscy odpoczywają tak gdzieś do poludnia i znowu krótki spacer.Wieczorem już tradycyjnie baza i nastaje kolejny dzień.Ruszamy po raz kolejny na Wetlińską a pogoda marna-wszystko zakrywa warstwa mgły.W chatce zjadamy posilek wypijamy po piwie kilka fotek,szampan-wszak to ostatni dzień roku i większa część ekipy wraca na dół.W trójke tylko Mariusz(Duńczyk)Magda i ja idziemy przez poloninę.Szlak dobrze udeptany więc idzie sie lekko i tylko ta mgła cholerna.Na trasie spotykamy zaledwie kilka osób-jakoś mało osób w tym roku dojechało na sylwestra.zastanawiam się czy to wina pogody czy też PKP się przyczyniło do tak słabej frekwencji.Do Wetliny docieramy dopiero ok.17 idziemy jeszcze na obiadokolację i już szybko na kwaterę szybka kąpiel golenie i do bazy na sylwestra.Zdjęcia zamieściła Karolina ja tylko napiszę że impreza była przednia-czyli tak jak zawsze w Bazie Ludzi z Mgły bywa.Pierwszy dzień to leczenie bolących glów i odsypianie imprezy więc grzecznie,chociarz wybraliśmy się na koncert noworoczny do bazy ale nie wytrzymałem i spać,więc o uzupełnienie poproszę Karolinę.Drugiego stycznia wstałem dość wcześnie z mocnym postanowieniem wyjścia na Jawornik,a że chętnych tak rano nie było poszedłem sam.I tu zakląć w głos muszę-kiedy przeszedłem już obok tabliczki ostrzegającej że na własne ryzyko to czynię i przeszedłem niewielki kawałek pod górkę kątem oka zauważyłem jakiś ruch po lewo a już za sekundę w odległości + - 50metrów wyskoczył wilk.A mój cholerny aparat zamiast w ręce w futerale spoczywał.Oblizałem się smakiem i poszedłem dalej potem było już łatwo i prosto Jawornik i zejście do Wetliny zielonym szlakiem do wysokości przystanku PKS.Szybkie piwo w sklepie i najpotrzebniejsze zakupy,potem wczesny obiad i powrót na kwaterę.Reszta dnia zgodnie z kanonem-Baza wieczorem,żegnamy się z ekipą z Warszawy wyjeżdzają kolejnego dnia i spać.


Odpowiedz z cytatem