I znowu podróż w znanym kierunku.Do Warszawy jadę pośpiesznym a dalej Neobus.I zaczynają się schody.Towarzystwo stoliczne nie dość że w sztok pijane to jeszcze słownictwo ma takie że mnie budowlańcowi uszy więdną.Na szczęście udaje mi się zasnąć i prawie bezstresowo do Sanoka dotrzeć.Pech nadal mnie nie opuszcza bo towarzystwo z neobusa ładuje się do tego samego PKS co i ja.Na sczęście już w lesku opuszczają autobus a mnie żal się robi ich gospodarza,a jednocześnie przestaję się dziwić stosunkowi mieszkańców do turystów czyli nas.Zanim docieram do U.G kierowca zauważa że pijane towarzystwo zabrudziło mu tył autobusu więc humor ma nie najlepszy ale trudno.Docieram do U.G i pierwsze kroki do ZPC na strawę i piwo.Przesyłam pozdrowienia od Piskala dla obsługi z zaledwie miesięcznym opóżnieniem.Potem plecak na plecy i spacer do Wołosatego skąd chcę startować.Na miejsce docieram busem z ZPC kierowanym przez właściciela tak miłego nam przybytku i porażka-dowiaduję się że bar pod Tarnicą nieczynny z braku turystów a nocleg i owszem jest ale bez jedzenia.Decyduję się na powrót do U.G i nocleg w ZPC bo i łóżka wygodne a ina piwo blisko.Potem już z górki obiadokolacja,piwo ,kąpiel i spać-następnego dnia czeka mnie Caryńska a śnieg cały czas pada więc warunki mogą być ciężkie.CDN


Odpowiedz z cytatem