Ja również potepiam wandali, śmieciuchów i innych hałasników :)
Cała rzecz sprowadza się jedynie do tego, że jestem przeciwnikiem naduzywania słowa "stonka", ponieważ obraża to wielu turystów, których do takowej zaliczyc nie sposób. Nie może byc stonką ktoś, tylko dlatego, że odwazył sie być na szlaku akurat wtedy kiedy my idziemy, a my chcielismy byc sami. Trudno - długie weekendy i pełnia sezonu, to czas kiedy ruchu trzeba się spodziewać. Jeżeli szedłeś tamtędy w pierwszych dniach maja, to my szliśmy tydzień przed Tobą. Rano zatrzymalismy sie w Tarnawie, pojeździlismy konno. Potem obszedłem hale b. Igloopolu ucinając pogawędkę z miejscowym pracownikiem - oglądałem miedzy innymi saunę z bali, którą akurat tam składał (miała stanąć w Mucznym, może ktoś wie czy już stoi?). Potem pogadalismy chwilę o miśkach - cały czas byliśmy sami. Od Bukowca do Sianek zero ludzi. Nikogo. To się nazywa fart :) Podobnie kolejnego dnia w drodze do Dźwiniacza - bylismy jedynymi turystami na tym terenie :) Nastepnego dnia poszlismy z Mucznego na Bukowe Berdo i grzbietem w kierunku Krzemienia - ani jednej osoby. Mówię Ci - przemysl sprawę terminów bieszczadzkich eskapad :)
Byc może spotkamy sie wkrótce na szlaku, nie wiem jeszcze gdzie będę, ale raczej na pewno pójdę z Wołosatego przez Halicz i Krzemień na Tarnicę i niebieskim powrót do Wołosatego. Może bedę na Rawkach, połonin W i C raczej nie planuje. Poznać mnie łatwo: zawsze mam czarną czapkę z daszkiem, ciemne okulary, czarne dżinsy i czarne buty. Wzrost wysoki, na gębie tygodniowy zarost :)
Pozdrawiam
Piotr


Odpowiedz z cytatem