BO NIE O SŁOWA IDZIE - brzytwa Ockhama
bardzo długo po tym „obcinaczu” swoją teorię wyłożył Ernst Cassirer który stwierdził że człowiek to takie zwierze co się posługuje symbolami i nie jest w stanie od tego uciec... Słowa to też symbole...

Możemy „obcinać” do woli trawa i krzaki i tak ciągle rosną... jeżeli uda wam się przekonać tubylców (przede wszystkim pracą, ale słowa też są ważne) że takie dbanie o „cmentarz ukraiński” jest tak samo ważne jak dbanie o „cmentarz polski” to zrobicie znacznie więcej niż jednorazowa akcja w, którejś tam z kolei miejscowości.
Szymon w kilku wcześniejszych postach z wielkim kopnięciem wszedł na pokoje (nie salony) tego forum... i co nieco rozjaśnił parę spraw... Przy okazji zaprezentował jak powinien wyglądać PR stowarzyszenia zajmującego się ratowaniem „starorzytności” w tych specyficznych niekiedy trudnych warunkach. Nie jest to łatwe... Być może nie mieliście zbyt wiele trosk w miejscowościach, w których prowadziliście Wasze akcje, ale są miejscowości, w których istnieje pewna ambiwalencja jeżeli chodzi o niedawną historię.
I nie wiem właśnie czy życzyć wam tej konfrontacji z tymi osobami, czy nie... bo niekiedy jest to tak że nie odezwą się a swoje myślą (dla mnie to jest groźna sprawa – bomba z zegarem). Są też tacy co bezwiednie mówią co w rodzinie ciągle powtarzano (ja ostatnio od dziecka mieszkającego w Bieszczadach usłyszałem: „Ukraińcy to Żydzi”)... tej ostatniej osobie można jeszcze zacząć coś tłumaczyć, tej pierwszej nie bardzo – tu nawet czyny nie pomogą. No ale jest jeszcze jedno wyjście: można to zignorować.

Nie interesuje nas wtopienie się w masę organizacji uszczęśliwiających wszystkich, trafiających do tzw. ogółu.
Nie ma takich organizacji...

Pozdrawiam