A co do plecaka - sklepik mały i ciasny, wystawiane głównie rękodzieło, także z drów przyrody - korzenie itp...weszła dwójka "turystów" z plecaczkami, pani Obeliksowa szarpnęła się podczas odwracania ( nie zdjęła plecaka mimo kartki na drzwiach i próśb sprzedającego) i stało sie co musialo... rzeźba spadła z hukiem i rozwaliła się... właściciel wściekły, mówił że prosił, uprzedzał a pani nic. Kto ma teraz za to zapłacić jak to twórca w komis wstawił? sam ma naprawiać? Własną prace odłożyć? Pani Obeliksowa do męża Obeliksa - Chodźmy stąd, nie pozwolę się obrażać... Obeliksowy rzucił pieniądza na lade i nie rzekłszy slowa wyszedł... Taka to historia....
no niefajne towarzystwo, niefajne... ze jeszcze wlezli z plecakiem to moge zrozumiec, ale jak juz zaistnial wypadek to powinni grzecznie zaplacic, przeprosic i wyjsc ze skuszona mina...a nie jakies fochy...
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "