Kwiecień 2008r. Dokładnie połowa kwietnia, jeszcze nie wiosna, a już nie zima,liczymy turystów na szlaku- z naszą trójką wyszło 8. Siedzę na przełęczy pod Tarnicą, zimno i wieje okrutnie, piję gorącą herbatę, nagle idzie 9 zapaleniec, ma w ręku coś a la kij, ubrany w koszulkę i kurtkę fruwajkę,spodnie dresowe - dla mnie to raczej wyglądało na piżamy, potyka się o własne nogi, więc "piżamy" brudne po pas. Pyta się mnie jak daleko na szczyt i prosi o łyk wody - cały jego ekwipunek to kij. Rozmawiam z nich chwilę,okazuje się że o 5 rano wsiadł w samochód, przyjechał z Chełma - pyta czy wiem gdzie to jest? - ma życiowe postanowienie i mówi - POWIEDZIAŁAM SOBIE ŻE JAK WEJDĘ NA TARNAWĘ TO MI SIĘ GO UDA ZREALIZOWAĆ. .
Po czym biegnie na TARNAWĘ, zalicza kolejny upadek, ale wchodzi.
Spotykamy go pod sklepem w Ustrzykach Górnych, wsiada do auta i mówi - UDA SIĘ BO WSZEDŁEM NA TĄ GÓRĘ - chyba już mu było glupio, bo nazwa Tarnica może mu się nie podobała?I jedzie do Chełma.
Więc powodzenia!


Odpowiedz z cytatem