Moje doświadczenie biesiadnicze mówi mi jasno jedno:

1) Lepiej wypada grillowania raczej przy takiej okazji niż kotlety po bieszczadzku, czy inne schabowe w restauracji, sztywność sosnowych krzeseł i siedzenie przy 10 metrowym stole

2) Spotkania najfajniejsze są wokół ogniska, gdzie można podrzeć japy udając śpiewanie, bez krępacji śmiać się i płakać, rozmawiać, róbta co chceta

3) Bardzo krępujące jest to, gdy ktoś z sąsiedztwa przychodzi uciszać i komentować jakie to chamstwo zjechało.

...zaczynam mieć wrażenie jakby te tzw Obrady KIMB-u schodziły na dalszy plan...zaraz po dobrym noclegu, bliskości zaplanowanych tras na kolejne dni, wygodzie itp .... a wydawało mi się, że to jest gwóźdź programu...

Pozdrawiam