Może dosadnie to zabrzmi, ale popieram zdanie "kasiek".
To jest kwestia wrazliwości.
Tez mnie szlag trafia jak widzę nowobogackich kolesi w terenówach (nie nie dlatego,że im zazdroszczę), rozp...dalajacych co popadnie. Wkurza mnie pojmowanie gór jako jakiejś atrakcji na wzór Disneylandu. Do pasji doprowadza mnie widok idiotów, którzy trkatują gory przedmiotowo - jak tren "do wyżycia" się w sportach ekstremalnych...i nie tylko![]()
Jeżeli jeszcze ktoś potrafi podziwiać to co widzi, zachwycić się pieknem, itd., to ok.
W Bieszczadach jeszcze nie jest tak źle, bo w Tatrach to już horror. Właściwie sam nie wiem bo co ta kupa baraniny tam przyjeżdża??? Najczęściej nie mają szacunku do niczego co na swej drodze spotkają. Wychowanie, menatlność? Mają pretensje do calego świata, że te 2.50 zł na bilet muszą wydać, do tego arogancja wobec przepisów parkowych. W Bieszczadach jest jednak lepiej, wybierają je bardziej świadomi turyści.
A co do rozwoju turystyki. Nalezy wprowadzić strefowanie dozwolonych jej form w zalezności od stopnia wartości przyrodniczych obszaru. Co prawda taki coś isteniej (PN, PK, OChK), ale jakie są realia sami wiemy.
Z pewnością motolotnie (nie lotnie!), quady, trenówy, skutery odpadają.
Co pozostaje z tzw. turystyki aktywnej...
Jazda konna, rowerki, narciarstwo biegowe, psie zaprzegi.
Choć ostatnio zastanawia mnie co tak naprawdę powinno przyciagać odpowiedzialnych turystów w Bieszczady.
Chyba ATMOSFERA, mniej komercji.
Wiem,że to w pewnym sensi utopia i nie branie w ogóle pod uwage intresu autochtonów, ale, pomimo wątpliwości, lepiej bronić "paradzikości" tych gór niż je ekspanywnie gospodarować.


Odpowiedz z cytatem