Jak otwarłem stronę kraina wilka to myślałem że się przewrócę. Myślałem, że jak nazwa wskazuje to jakaś strona związana z wilkami, a to zupełnie przeciwieństwo ta strona jest można powiedzieć anty wilcza.

Tym jesteśmy. Gronem ludzi, którzy pracują społecznie aby turyści przyjeżdżali w Bieszczady.

Źle napisane, turyści i tak będą przyjeżdżać. To zdanie trzeba by zmienić i dodać, „aby przyjeżdżało więcej ludzi”.

Czytając o tej kampanii promocyjnej wniosek nasuwa się jeden koniec Bieszczadów jest bliski, być może nie nadejdzie tak szybko z powodu rozległego obszaru, ale ściąganie na siłę ludzi, którzy wcale nie chcą iść w góry nie wróży dobrze.
Wiele lat temu promowano hasło, którego nie pamiętam dobrze, ale było to coś w stylu „z hal fabrycznych w hale” chodziło o wysyłanie na siłę robotników na wypoczynek w tatry żeby sobie odpoczęli. Chociaż pewnie połowa z nich wcale o tatrach nie marzyła i woleliby po prostu odpocząć od ciężkiej pracy gdzie bądź.

Rozumiem, że żyjąc z dala od Bieszczadów chciałoby się, aby pozostały totalnym skansenem. Jednak żyjąc w Bieszczadach trzeba jakoś się utrzymać. Ale to nie usprawiedliwia robienia wesołego miasteczka. Z tego, co czytałem w Bieszczady ściągają „obcy” ludzie i zakładają hotele pensjonaty czy co tam jeszcze.

Ja mieszkam w innych górach i chyba nie ma takiego szału, nie ma wprawdzie „dzikiej” legendy, na której jest łatwo żerować dla pieniędzy. Zarabia się tutaj w fabrykach, które wcale nie muszą siać zagłady jakby tego chcieli ekolodzy.

Zarobkować na turystach jest najłatwiej, tylko, co będzie jak każdy chciałby tak żyć, strach pomyśleć. Wiem, że nie jest to prosta sprawa i tego tutaj nie rozstrzygniemy.


Co do ekologów dla nich problemem są ludzie, nie walka o naturę. Autorytet ekologów Jacques -Yves Cousteau powiedział, że aby na Ziemi zapanowała równowaga, to "należy eliminować 300 tysięcy ludzi dziennie". Dugi raport Klubu Rzymskiego został opatrzony mottem, które brzmiało: "Ziemia ma raka, tym rakiem jest człowiek"

jak tacy jesteście poprawni i niezakłamani to czemu nie zostawicie swoich mnie lub bardziej wypasionych czterokołówek na parkingu w Zagórzu lub Sanoku i nie lecicie dalej pieszkom??

Znowu bez przesady, po to są samochody żeby z nich korzystać. Chodzi tutaj o nie robienie „demolki” w lasach. A promowanie tego typu rzeczy (off-road itd.) powinno być potępiane. Po lasach prócz pracowników lasów państwowych nie można się poruszać.
Trzeba mieć zdrowy rozsądek, koś raz, dwa razy (i na tym poprzestanie) z ciekawości pojedzie piękną leśną równą drogą samochodem osobowym na gaz, które emituje mniej spalin i hałasu od pojazdów Lasów Państwowych i może być „powieszony” za zbrodnicze zachowanie a inny z zamiłowaniem będzie leciwą terenówką, co weekend rozjeżdżał leśne drogi.


Co ja zrobiłem dla Bieszczadów? Lucyna nigdy nie będzie w stanie tyle zrobić, ja po prostu nie chodzę po Bieszczadach.
Lucyna jest katem Bieszczadów, a ja chce je zachować w stanie naturalnym.
W Bieszczadach byłem raz w 1992 roku, w tamtym roku tylko przejeżdżałem. Chodzę po tatrach i rzadziej po Alpach, ale za rok do Nepalu nie chcę pojechać, bo nie byłem w Bieszczadach, więc nie mam doświadczenia.