Jeżeli chodzi o mnie to jasno deklaruję że jestem przeciwna temu wszystkiemu ( quady, jeepy itd. bez wyliczania). I uwazam, ze bez tego tez ludzie w Bieszczad przyjada, a nakręcanie takich "atrakcji" zaprowadzi nas ( a raczej organizatorów) moze najpierw do kasy i tabunu nowobogackich żądnych chleba i igrzysk i realizacji jakis idei promowania Bieszczadów, ale potem do kaca i to tego gorszego, bo moralnego.
Koniec i kropka.
I racja - kompromis jest tutaj chyba mało prawdopodobny - bo nie mozna "Panu Bogu swieczke, a diabłu ogarek"


Odpowiedz z cytatem