"żyto" w pewexie za niecałego $ za flaszkę...
"żyto" w pewexie za niecałego $ za flaszkę...
Z prawdziwym korkiem i lakiem!
WUKA
www.wukowiersze.pl
W późnych latach sześćdziesiątych sporty, dziesiątka, oczywiście radomskich, tych najlepszych, kosztowała 1.50; dobrze to pamiętam, bo mniej więcej w tym czasie nastąpiła moja papierosowa inicjacja. Modny był wtedy taki wierszyk śpiewany na melodię "złoty pierścionek, złoty pierścionek na szczęście..":
...złoty pięćdziesiąt, złoty pięćdziesiąt na "sporty"
gdybym miał więcej, kupiłbym sobie "giewonty".
Ale "giewonty" kosztują cztery pięćdziesiąt,
a ja w kieszeni mam tylko złoty pięćdziesiąt..."
Był taki okrągły kiosk na krakowskim Kazimierzu - róg ulicy Krakowskiej i Węgłowej - okrągły, malutki, gdzie w ciągłej sprzedaży były radomskie sporty. Inne "lepsze" papierosy sprzedawano na sztuki. W jakich cenach - nie pamiętam. Kupowaliśmy tylko "sporty".
W latach sześćdziesiątych biegało się do "mleczarni" z "bańką" na mleko. "Mleczarnia", czyli po nowemu coś w rodzaju sklepu z nabiałem, mieściła się na ulicy Krakowskiej, tuż obok. Boże, jak tam pachniało... Pani w białym kitlu wielką chochlą nalewała mleko... I to mleko można było wypić na gorąco, lub postawić "na kwaśne"; i było po dwóch dniach to kwaśne mleko - czasami nawet można było z niego zebrać śmietanę.
A żółty ser?! Kosztował grosze. Takie gorsze jedzenie. A jaki był dobry...
No to dołożę wędzonego dorsza (wczoraj widziałam aktualna cenę -20zł) ,który kosztował wtedy 12zł /kg , tyle samo 1kg cukru. Jaki "rozrzut"obecnie ?
WUKA
www.wukowiersze.pl
Gdzieś wyżej wspominam o Michniowcu.Mój Tato prowadził w nim sklep "wielobranżowy".Ogromna beka z naftą stała w sieni.Miała szklany pojemnik z podziałką.Wlewało sie ją do butelki klienta - 4zł/litr !Były też zapasowe "szkły do łamp"i latarek!
WUKA
www.wukowiersze.pl
Na początku lat 60. moja babcia wybrała się ze mną na targ radomski. Z chłopskiego wozu (do którego zaprzężony był prawdziwy, niemechaniczny koń) zakupiła dużą osełkę masła. Nawet dobrego - babcia dostała mały kawałeczek na spróbowanie.
A potem w domu - wielka afera. Podczas smarowania bułek okazało się, że w osełce masła ukryta jest spora marchewka, taka na mniej więcej 2/3 objętości zakupionej osełki.![]()
Serdecznie pozdrawiam
Stały Bywalec.
Pozdrawia Was także mój druh
Jastrząb z Otrytu
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)