Podobna sytuacja była z radzieckimi biełomorami - koneserzy woleli te z Mińska od moskiewskich. Krążył nawet taki dowcip a propos:
Moskwiczanie chcieli zrozumieć, dlaczego klienci wolą "biełomory" z Mińska i przyjechali na wizytację. Główny technolog fabryki w Mińsku oprowadza ich po zakładzie i opowiada o kolejnych etapach procesu produkcyjnego. Podchodzą do olbrzymiego silosu, a inżynier mówi:
- Tu trzymamy siano, które dodajemy do papierosów.
Moskwiczanie kiwają głową ze zrozumieniem:
- No tak, oczywiście, my też tak robimy.
Podchodzą do drugiego ogromnego silosu:
- A tu mamy nawóz, którego używamy do produkcji.
- No tak, tak... My też go używamy.
Podchodzą do stojącego w kącie hali malutkiego woreczka:
- No a teraz, na ostatnim etapie, dodajemy do tej mieszanki odrobinkę tytoniu.
Szef delegacji z Moskwy zwraca się tryumfalnie do kolegów:
- Mówiłem wam, że oni do tej trawy i tego gówna czegoś dosypują!



Odpowiedz z cytatem