W latach sześćdziesiątych biegało się do "mleczarni" z "bańką" na mleko. "Mleczarnia", czyli po nowemu coś w rodzaju sklepu z nabiałem, mieściła się na ulicy Krakowskiej, tuż obok. Boże, jak tam pachniało... Pani w białym kitlu wielką chochlą nalewała mleko... I to mleko można było wypić na gorąco, lub postawić "na kwaśne"; i było po dwóch dniach to kwaśne mleko - czasami nawet można było z niego zebrać śmietanę.
A żółty ser?! Kosztował grosze. Takie gorsze jedzenie. A jaki był dobry...




Odpowiedz z cytatem