Ciekaw jestem, kiedy to kierując się ową naczelną zasadą ("w polityce nie ma miejsca na sentymenty"), pan premier poświęci w końcu swojego obecnego ministra sprawiedliwości.
Bo że ten mu chluby nie przydaje, to raczej pewne.
A dłuższe zwlekanie z tą decyzją, to jak odwlekanie w czasie koniecznej operacji chirurgicznej.