Najbardziej lubię ten moment, jak się już dociera do szczytu. Jak stajesz na wierzchołku, zdejmujesz plecak i możesz spojrzeć na świat. I nie spieszyć się można i leżeć.
Jak nagle zza zakrętu wyłoni się coś, czego się nie spodziewało.
Jak pada i nic zza mgły nie widać a tu trzeba iść i nie ma zmiłuj.
Jak naokoło jest taka cisza, ze aż dzwoni powietrze.
Jak wiatr miecie śniegiem prosto w twarz.
Jak ten śnieg pod butami skrzypi.
Jak słońce wyłazi zza grzbietu i za nim sie chowa.
Jak wszystko wokoło trwa i tak jest od wieków i tak będzie jeszcze długo po nas i wielu przed nami na to samo patrzyło i myślało tak samo i wielu jeszcze po nas tak samo będzie mówiło.
Jak idziesz i wór cię przygniata i sobie przysięgasz w duchu ze już nigdy więcej.
Jak czuje się pierwsze ciepło po wejściu do chaty.
Jak widzisz uśmiech na twarzach ludzi, z którymi idziesz i sam tak samo się uśmiechasz.
Jak jest już nie dzień, a jeszcze nie noc.
Jak skaczesz z kamienia na kamień przez potok i nie wiesz, czy za chwile się nie skąpiesz.
Jak zamiast pójśc w prawo, pójdziesz w lewo i też jest pięknie.
Jak droga niknie przed tobą na horyzoncie.
Jak pachnie kosówka i dym z buka.
Dziękuję - dzięki temu wątkowi będąc w pracy - jestem w górach.


Odpowiedz z cytatem