Zimą na długie i ciężkie trasy bierzemy po 2 butelki 0,5l na głowę i nalewamy do nich rozrobiony ciepłą wodą koncentrat energetyczny. Flaszki chowamy pod kurtkę oraz polar (na początku fajnie grzeje) i dzięki temu, po paru godzinach, płyn pozostaje przyjemnie chłodny, ale nie za zimny. Termos z herbatą oraz piersiówka służą zabiciu smaku tej ohydy w reklamowanych szeroko smakach cytryny, maliny itd. Przez parę lat stwierdziliśmy jednogłośnie zależność – im płyn, batony czy żel energetyczny ma więcej kalorii, tym bardziej zbliża się niestety (po)smakiem do szarego mydła. Jak na górze wieje, sypie i zimno, to jakoś nie bardzo chce się gotować. Ale to już oczywiście kwestia indywidualna.
JarekBartek


Odpowiedz z cytatem