ooo to jednak już nie jedziesz SB do Lwowa 15 maja?
to może Pikuj?
"...Lecz ja wrócę tu, będę w twoim śnie.
Nikt nie zabroni nam śnić..."
Bogdan Loebl
Przecież Ci obiecałam, więc nie mogę teraz się wycofać.
Aczkolwiek (co zaznaczę w kosztorysie) wycieczka kalkuluje się wtedy jeśli jest co najmniej 8 osób chętnych, a lepiej jak ich jest więcej (z kolei maksimum to ok 14-15 osób, bo tyle miejsc jest w busie).
Jeśli się nie uzbiera minimum - to jeszcze nie wiem co zrobić.
W każdym razie na wycieczkę zorganizowaną przez biuro podróży zdecydowanie nie jestem chętna.
B.
Okay, ale nic na siłę. Ja tego nie odebrałem jako wiążącą obietnicę, lecz jako alternatywę: Ty organizujesz wycieczkę 1-dniową 18 maja, a jak nie, to ja nawiązuję kontakt z Krainą Wilka lub innym organizatorem ws. wycieczki 15 maja. Tak było, czy nie ? Kontaktowaliśmy się przeciez przez priv.
Jeśli zatem czujesz się nadal na siłach i chcesz sobie pojeździć w te i we w te przez granicę, to ja się bardzo cieszę. Podtrzymuję swoje zgłoszenie na dzień 18 maja. Już teraz możesz mnie zapisywać. Czyli jest już nas dwoje.
Pozostałe minimum 6 osób będzie z łapanki. Nie powinno być z tym kłopotów - tym bardziej, że mam poważne wątpliwości, czy aktualnie deklarowana frekwencja wyprawy na Pikuj utrzyma sidę dłużej. Pikuj to Pikuj, najwyższy szczyt w Bieszczadach, a nie imię przystojnego Ukraińca, jak nadal sądzi Orsini (która uparła się, aby mnie zabrać w roli obstawy i przyzwoitki).
Gdyby Ci natomiast owo kursowanie tam i z powrotem przez granicę nie odpowiadało, to uruchamiam mój "plan awaryjny", który nota bene był planem pierwotnym - można sprawdzić chociażby po tytule mojego innego postu (jest w nim mowa o wycieczce do Lwowa dnia 15 maja).
Bo to była właśnie pierwsza propozycja. Wszystko się ładnie układało, dopóki Andrzej627 nie wp... się ni z gruszki, ni z pietruszki z tym Pikujem. Rozwodnił nie tylko temat (o to mniejsza), ale rozwalił też cały plan. Irek Mu w tym pomógł, to fakt. Nie wiedział o mojej determinacji ws. wyjazdu do Lwowa, mógł się skontaktować przez priv., nie zrobił tego, trudno.
Żeby chociaż Andrzej pojechał z Wami na ten Pikuj ! Bo mam co do tego coraz większe wątpliwości.
Na razie wyjazd na Pikuj deklaruje "the great number of Kimbmen", ale jak z tego pozostanie z 5 osób, to góra. A może i nawet tyle się nie uzbiera.
Czuję, Basiu, że jeszcze pojedziesz tam z samym Irkiem. Chyba że Andrzeja zwiążecie, aby Wam nie uciekł.![]()
Serdecznie pozdrawiam
Stały Bywalec.
Pozdrawia Was także mój druh
Jastrząb z Otrytu
łe to tylko o to Ci chodzi???
No to jedź koniecznie z nami, bo z tego co pamiętam ekipy będą dwie-ta która istotnie pójdzie szczytować, i druga, która zrezygnuje ze szczytowania i zostanie pilnować namiotów, więc serdecznie Cię jeszcze raz namawiam oraz zapraszam: dołącz do nas choćby i bez szczytowania![]()
"...Lecz ja wrócę tu, będę w twoim śnie.
Nikt nie zabroni nam śnić..."
Bogdan Loebl
Ad.1
I o to właśnie mi chodzi ! To wszystko moja intryga, abyś się przypadkiem nie rozmyślił.
Ad. 2
Andrzeju, nie mam wykształcenia technicznego, ale coś niecoś ze szkolnej fizyki zapamiętałem.
Ja w sobotę przemaszerowałem (chwilami 6 km/h, spiesząc się na spotkanie z Wojtkiem1121) łącznie jakieś 20 - 21 km. A jaki dystans Ty pokonałeś w niedzielę na rowerze ?
L = F x s, prawda ?
Twoja wczorajsza "L" byłaby tylko wtedy większa od mojej sobotniej "L", gdyby Twoja "s" była również znacznie dłuższa od mojej "s" sobotniej. Chyba co najmniej jakieś 4 razy dłuższa ! Czyli, jeśli nakręciłeś jakieś 80 km, to dopiero mi dorównałeś co do "L". Natomiast jeśli jeszcze więcej, to faktycznie, Ty masz rację.
Poza tym jazda w terenie górzystym ma i to do siebie, że co pewien czas się zjeżdża z górki na pazurki i trzeba tylko kierownicę mocno trzymać w łapach.
Swój wywód opieram na założeniu, że człowiek jednakowo się zmęczy (jednakową pracę wykona) przechodząc 4 km czy przejeżdżając na rowerze 16 km (nawet niekoniecznie cały czas po szosie).
Ostatnio edytowane przez Stały Bywalec ; 02-03-2009 o 16:33
Serdecznie pozdrawiam
Stały Bywalec.
Pozdrawia Was także mój druh
Jastrząb z Otrytu
Dokładnie tak, ale skoro podjęłam zobowiązanie - nie wycofuję się.
Ja miałabym się nie czuć na siłach?
Wprawdzie wolałabym osobiście jechać do Lwowa na dwa dni, bo nadal uważam, że w jeden dzień (wliczając dojazd) bardzo niewiele uda się zobaczyć.
Poza tym - ja to lubię powłóczyć się wieczorami po mieście od knajpy do knajpy, a w warunkach jednego dnia nie będzie to możliwe.
Ale skoro potencjalni uczestnicy życzą sobie inaczej - jestem do dyspozycji.
W sumie we Lwowie planuję być w tym roku jeszcze trzy razy - zdążę się powłóczyć po knajpach
To się wszystko wyjaśni do końca kwietnia.
Myślę ze i tak jest teraz za wcześnie. Na ogół nie planuję swoich wyjazdów z takim wyprzedzeniem.
Pozdrowienia
Basia
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)