Jakiś czas temu zaplanowałem sobie wyjazd...
Wszystko rozpisane od A do Z - wszystko nawet najmniejszy szczegół i każdy detal został uwzględniony.....
Od Tomaszowa Lubelskiego zaczęło się delikatnie sypać...
W Przemyślu już wiedziałem że mój cudownie genialny jedyny i niepowtarzalnie precyzyjny plan mogę wyrzucić do Sanu...
Myślałem, że dostane najzwyczajniej w świecie nerwicy
A wszystko przez jeden prawie nic nie znaczący szczegół- dzień wyjazdu...
Dniem wyjazdu było "Boże ciało" i to dość skutecznie zweryfikowało mój cudny plan...
od tego czasu nic nie planuje w sprawie wycieczek/wyjazdów na okres dłuższy niż 12 godzin....
i nie denerwuje się już tak bardzo i mam komfort psychiczny w ogólnym tego słowa znaczeniu
Basia Z - o jezuuuuuuu![]()


Odpowiedz z cytatem

