Zerwał się ja za piętnaście trzecia , oczka odpluczszył i czeszę na miejsce zbiórki…bo mam bardzo dobre połączenie http://www.youtube.com/watch?v=fBfQgcLvg-c
Zerwał się ja za piętnaście trzecia , oczka odpluczszył i czeszę na miejsce zbiórki…bo mam bardzo dobre połączenie http://www.youtube.com/watch?v=fBfQgcLvg-c
"Rozum mówi nie raz: nie idź, a coś ciągnie nieprzeparcie i tylko słaby nie ulega; każdy z nas ma chwile lekkomyślności, którym zawdzięcza najpiękniejsze przeżycia." W. Krygowski
Wczesny ranek to dobry czas na dobre połączenie.
Igiem, śmigiem i już Komańcza, a potem lekki skręt na prawo i zaśnieżone serpentynki wprowadzają nas w krainę Jędrka Warchoła.
Totalny spokój na drodze. Zanim przedyskutowaliśmy ostatnie głosy >>wielkiej forumowej schizmy << to już minęliśmy Humenne i wylądowaliśmy w Ubli.
To małe przejście graniczne pomiedzy SK/ UA powala spokojem wręcz nudą.
Pojawienie się samochodu z polską rejestracją rozbiło ten spokój. Oprócz nieśmiertelnych karteczek dostaliśmy do wypełniania jakieś deklaracje i dodatkowe przesłuchania na okoliczność przemycanej broni tudzież narkotyków. Potem więcej niż skrupulatna kontrola ukraińskich pograniczników wykryła że wwozimy bardzo podejrzany towar.
O zgrozo ! W jednej ze skrytek znajdowała się dawno zapomniana butelka polskiej wódki.
To było więcej niż podejrzane i nierozsądne. Kto widział aby drzewo do lasu wozić. !!!
W sumie 1.15 h stracone zostało przez taką nieuwagę. Na pocieszenie dopowiem że w sumie mundurowi zachowywali się bardzo grzecznie, wyjątkowo grzecznie jak na standarty graniczne.
Pierwsze skrzyżowanie i krótka narada na rozdrożu zaowocowała wybraniem dalszego kierunku. Jedziemy na Wodospad Wojwodiński.
Po drodze zatrzymujemy się na mini parkingu ze źródłem w postaci czajniczka.
Wodospad ten, uważany za największy na Zakarpaciu leży na południowych zboczach Połoniny Równa. Aby tam dotrzeć należy z drogi na Swalawę skręcić na nieoznakowanej krzyżówce w odpowiednią drogę do wsi Turja Poljana.
Tam obowiązkowo porozmawiać z miejscową ludnością, zapytać o drogę. Oni bardzo chętnie udzielają wskazówek, niekoniecznie dokładnych.
A jak zapytać : czy to daleko ??
- uzyskujemy informacje sufitowe. Jeden twierdzi że do wodospadu jeszcze 5 kilometrów , a po przejechaniu kolejnych 2 km dowiadujemy się że zostało jeszcze 7 km.
Nic to, nas starych wygów nie wyprowadzą tak łatwo w pole. Gdy zakończyła się zabudowa wsi mijamy jeszcze dziwne obiekty , które interpretujemy jako hodowla pstrąga. Potem jeszcze wąską leśną dróżką kolejne 2 kilometerki i decydujemy że tu damy odpocząć samochodzikowi który z terenówką niewiele ma wspólnego.
Nie bardzo wiemy gdzie jesteśmy, bo ukraińska mapa jest niedokładna i nie ma zaznaczonego wodospadu, ale jest zaznaczony na polskiej mapie Bieszczady Wschodnie, tyle tylko że tam się mapa kończy i tyle.
Ruszamy dalej pieszkom.
Droga prowadzi wzdłuż pięknego potoku który obfitą wodą co rusz trzaska po kamieniach i głazach tworząc całe ciągi wodospadów i kaskad. (foto)
Aparaty pękają od ilości zrobionych zdjęć. Po godzinie intensywnego marszu docieramy do miejsca gdzie jest duży dopływ naszego potoku a przed nim boczna dróżka.
Ustalamy że ten dopływ to może być właśnie Wojwodin. Skręcamy więc w dróżkę licząc że wkrótce dotrzemy do wodospadu.
Docieramy wkrótce , ale nie do wodospadu tylko do miejsca gdzie droda przechodzi przez potok (foto)
Jak go tu przejść ?
Zimą nie jest to tak proste. Nikt nie chce zamoczyć nóg w lodowatej wodzie. Rozpoczyna się kombinowanie, czyli dobudowanie przełazu połączone ze zręcznościowym skakaniem po śliskich mokrych kamieniach.
Gdy już z niewielkimi stratami udało się pokonać tą przeszkodę postanawiamy wspiąć się na sąsiedni grzbiecik, aby iść granią.
Wspinamy się stromo do góry a tu ups.... żdziwionko.
W środku lasu brama do ośrodka ogrodzonego żerdziami z zakazem wstępu (foto)
"dosyć często rozważam co jest warte me życie?...tam na dole zostało wszystko to co cię męczy ,patrząc z góry w około - świat wydaje się lepszy.."
Pozdrawiam Janusz
Ten skrót przez Ublę nie zawsze jest skrótem.
Zależy gdzie sie kierujemy.
Myśmy uderzali na Zakarpacie, a więc przez Ublę jest prościej i zdecydowanie lepszymi drogami.
Natomiast jeśli ktoś chce jechać na północne partie Karpat to krócej jest wybrać Krościenko, które jak wiesz ostatnio się odblokowało.
....tylko te drogi które się posypały ostatnio, szczególnie ta do Chyrowa i kolejny odcinek do Starego Sambora - skutecznie spowalniają, oj spowalniają.
jedźmy dalej z tą długa relacją z krótkiego wyjazdu.
Omijamy ogrodzenie od zewnątrz, starając się nie naruszać czyjejś własności.
Resztką drogi ciągniemy w górę potoku. A potok naprawdę schodzi mocno z góry, tworząc co rusz kaskady, przełomy i wykorzystuje je do kreowania wodnych efektów wzbogaconych mocnym szumem.
Wkrótce droga zanika i zostają stromo opadające zbocza (foto) nad którymi Bazyl mocno się zastanawia jak nie zjechać na dno potoku.
Śnieg jest tutaj po kolana, ale nie ma co liczyć że on nas zatrzyma. Pod spodem są wyczuwalne kamienie.
I tak w radosnym uniesieniu pokonujemy kolejne metry trawersu wytyczając śnieżny szlak. Ciągle z nadzieją patrzymy na potok, w którym miejscu pokaże ten efektowny i zaczarowany wodospad.
Wyczytane informacje mówią o 9 metrach, więc powinien być efektowny.
Wszystko na nic, mijają kolejne kwadranse a tu zamiast wodospadu rozłożył się przed nami wiatrołom. Potężne drzewa, nie niepokojone przez nikogo wywróciły się pod wpływem czasu i przyrody tworząc bardzo urozmaicone przeszkody. Czasem udało się je pokonać ponad poprzeczką, ale czasem trzeba je było obchodzić , co w głębokim śniegu i na ostrym zboczu nie jest łatwe.
Ale tak naprawdę najbardziej dawały się we znaki zalegające pod śniegiem zwaliska dużych kamieni. Kilka razy noga poleciała mi w jakieś nieokreślone dziury pomiędzy kamieniami.
Po 1.45 h takiego przedzierania się i ciągle braku odpowiedniego wodospadu wypracowujemy w naradzie wojennej odwrót.
Widocznie to nie ten potok.
Trudno, przyjmujemy z pokorą porażkę i wracamy się po własnych śladach aż do tego dziwnego, zagubionego w lesie ośrodka.
Widząc dym uchodzący z jednego z domków decydujemy się na wejście na jego teren.
Wkrótce spotykamy człowieka, którego możemy zapytać czy nie słyszał o wodopadzie.
- A tak chłopcy, jest tu niedalieko.
- ale na którym potoku ??
- no, wot na tym .
- jak to na tym, przecież myśmy szli i nicziewo nie naszli ?
- nie chłopcy,jest, nado iść tą drogą pratiwpałożną
- znaczy się drugim brzegiem ?
- no tak, to niedaleko, ja wam pokażu.
Rzeczywiście, na drzewie przybita deseczka z kierunkiem >> wodopad (foto)
Kurcze, co tu robić ? Czasu straciliśmy mnóstwo, a tu drugi raz iść w ten sam potok tylko drugą stroną ?
Decydujemy się na powtórny atak. Piękna zaśnieżona dróżka wcina się eleganckim trawersem (foto) w górę.
Po 45 min docieramy do celu. (foto)
Wodospad Wojewodinski jest piękny, wart grzechu i tego wysiłku.
Ostatnio edytowane przez Henek ; 17-03-2009 o 20:57
Nie, Andrzeju.
Cały czas chodzi o górę Kraszyn (w polskim brzmieniu) / Krasija (w ukraińskim)
Nie wiem jaką mapą dysponujesz , bo zdecydowana większość map kończy się tuż na granicami, nie pozwalając na identyfikacje widzianych po sąsiedzku górek.
Promienie popołudniowego słońca informują jednoznacznie, że czas wracać. Do samochodu niecałe dwie godziny mija w błyskawicznym tempie. (foto)
Śnieżna dróżka, potem troszkę błota i wyjeżdżamy z tej głęboko wciśniętej doliny na rozłożyste tereny na których nie ma krzty śniegu.
Potem zostaje obowiązkowa przerwa fotograficzna aby zapisać rozległy masyw Równej z zaśnieżonymi połoninami (foto)
Tu już dopadły nas wiadomości SMS-owe od grupy ALFA.
Przypomnę że grupa Alfa wyjechała z Rzeszowa dzień wcześniej i miała za zadanie zabrać po drodze Ivana, który mieszka niedaleko Drohobycza.
Plan tej grupy został wykonany i myśmy dostali informację że miejscem noclegowym na które mamy się zjawić została wybrana Turka.
Gonimy więc na drugą stronę Karpat aby na wieczór zdążyć.
A wieczór był to niezwyczajny, z jednej strony Ivan i Romko - wytrawne wędrowniki ukraińscy, a z drugiej mieszanina starych i nowych znajomych - szwędaczy polskich.
Długie rozmowy, wspomnienia świeże i stare i mnóstwo zdjęć. Takiej imprezki nie da się opowiedzieć, trzeba ją przeżyć.
Mroźny, siarczysty poranek pozwolił spojrzeć na Turke z góry (foto) na ugryzioną górę.
Wyzwolił się jeszcze jeden pomysł, aby pójść do kościoła - tego pojezuickiego (foto) w którym są msze w łacińskim obrządku.
Jaka piękna msza !
Jeszcze czegoś takiego nie widziałem. Ewangelia po ukraińsku, kazanie po polsku, jedna pieśń po ukraińsku, druga po polsku, pół ogłoszeń po ukraińsku, a reszta po polsku.
Jak ten Pan Bóg się w tym wyzna ?
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)
Zakładki