Ja to osobiście dziwię się mieszkańcom Zatwarnicy, Sękowca i Chmiela. Przecież oni też mają samochody, codziennie tamtędy jeżdżą, tracą czas na powolną jazdę (slalom wśród dziur w jezdni), ryzykują awarie.
Pewnie zgłaszają ów "problem" władzom gminy, ale najwyraźniej czynią to anemicznie i nieudolnie.
Gdybym ja tam stale mieszkał, przygotowywałbym nie rzadziej niż co kwartał kolejną petycję do Wójta Gminy Lutowiska i zbierałbym pod nią podpisy jak największej liczby mieszkańców. Następnie wysyłałbym ją nie tylko do Szanownego Pana Wójta, ale w kopiach kierowałbym ją również do lokalnych czasopism i stacji radiowych oraz TV. Tę samą treść słałbym za pośrednictwem e-mail do wszystkich radnych Gminy Lutowiska, Powiatu Bieszczadzkiego i Sejmiku Województwa Podkarpackiego (bez względu na ich przynależność partyjną). A także do posłów na Sejm RP, którzy o mandaty ubiegali się w tym okręgu wyborczym.
I dokumentowałbym to wszystko zdjęciami co większych dziur i in. uszkodzeń jezdni.
Równolegle słałbym także pisma do potencjalnych instytucjonalnych sojuszników, tj. tych podmiotów, którym stan drogi dojazdowej Dwernik - Zatwarnica utrudnia codzienną działalność. Mam na myśli BARR (hotel w Zatwarnicy), PKS, Lasy Państwowe i oczywiście ks. proboszcza.
A kopie owych pism również bym kierował do wójta oraz lokalnej prasy, radia i TV.
Powyższą korespondencję redagowałbym z umiarem, nikogo osobiście nie obrażając i nie szukając winnych (tak, aby niepotrzebnie nie antagonizować odpowiedzialnych urzędników). Za to w dużej ostrości przedstawiałbym sam problem - w całej "okazałości" wskazując fatalny stan drogi oraz super pilną potrzebę dokonania chociażby doraźnej naprawy (zalania dziur jakimś wypełniaczem asfaltowym).
Po upływie co najwyżej pół roku takiej wrzawy korespondencyjno - medialnej odpowiednie czynniki miałyby już serdecznie dość owego społecznego protestu i jestem pewien, że znalazłyby się "siły i środki" na naprawę drogi.
A mieszkańcy Zatwarnicy, Sękowca i Chmiela to pewnie tylko teraz biadają sobie indywidualnie, jadąc samochodami klną na czym świat stoi i pewnie ... to już wszystko. No, przepraszam, być może na jakimś jednym czy drugim spotkaniu w urzędzie gminy przedstawili wójtowi ów problem, ten obiecał się nim zająć i oczywiście na tym się skończyło.
To nie o to, proszę Państwa, chodzi. W erze biurokracji, aby coś realnie uzyskać, potrzeba jak najwięcej dokumentów kierowanych do jak największej liczby odbiorców. Smutne to, ale aż do bólu prawdziwe.
Na zakończenie wyjaśnię, czego i kogo potrzeba do przeprowadzenia owej społecznej akcji. Naprawdę niewiele, bo tylko:
1) człowieka umiejącego redagować urzędową korespondencję (nie jest to żadna korespondencja specjalistyczna, więc wystarczyłby ktoś, kto po prostu potrafi poprawnie, bez błędów, napisać grzeczne ale stanowcze podanie),
2) trochę czasu na zebranie podpisów pod pismami; mozna to np. robić w niedzielę po nabożeństwie czy w sklepie w Zatwarnicy (pozostawiając pisma sklepowej),
3) co najwyżej łącznie kilkadziesiąt zł na papier do drukarki i znaczki na listy (koniecznie) polecone,
4) komputer z dostępem do Internetu.
I to naprawdę juz wszystko.
A redakcja jednego takiego pisma może nawet zająć mniej czasu niż było to potrzebne na napisanie niniejszego postu.![]()


Odpowiedz z cytatem