Pozwolę sobie dołożyć cegiełkę, czy jak kto woli, łatę drogową, do dyskusji. Za chwilę minie rok odkąd się zmotoryzowałem. Są minusy rzecz jasna - jadąc autkiem a nie poczciwym PKS obecnie zresztą Veolią, nie mogę napić się piwa w trakcie podróży. To znaczy mogę ale nie robię tego pomny zapisów kodeksu karnego Wielce mnie owa niemożność czasami frapuje. Plusy są wielorakie - mogę w piątek po pracy dostać się w górki. Nie planowałem i nie planuję oglądać zza szyb Tworylnego. Wolę dojść tam z buta, usiąść, oprzeć się o resztki stodoły i napić się rzeczonego piwka. Autko nauczyłem się zostawiać gdzieś w tzw. cywilizacji a sam z garbem ruszam dalej. Cóż, bycie zmotoryzowanym ma ten minus także, że potrzebny jest parking, najlepiej bezpieczny i darmowy ew. tani (a contrario - Ustrzyki G.). Dodatkowo potrzebuję dróg na których nie zostawię oleju z miski bądź amortyzatora. Czy czyni mnie to mniej bieszczadzkim lub mniej turystycznym? Sądzę, że nie. Nie wjeżdżam autem tam gdzie jest to zakazane lub na zamknięte stokówki. Po prostu jestem turystą zmotoryzowanym. I sądzę, że ta droga woła o remont. Szkoda że zrobiono odcinek Nasiczne - Brzegi zamiast tego.