Oj,niestety!To już HISTORIA! Nie ma już gospody,nie ma p.Sabiny.A prowadziła ten sklep długie lata.Mówiło się "kupiłam u Sabiny",albo "ide do Sabiny" i kazdy wiedział o co chodzi.A w gospodzie,w szklanej gablotce na ladzie,półki były wyłożone ażurowymi serwetkami.Nie było chłodzenia produktów ale jakos nikt salmonelli nie złapał.Oranżada miała kolor,smak i "gaz" i była w butelkach wielokrotnego uzytku.Robiło sie w nich latem podpiwek i trzymało w zimnej piwnicy.Do Michniowca droga była dziurawa i błotnista.Jeśli nie wozem,to biegało się do Czarnej łąkami na skróty.W wakacyjne niedziele,przez góry do kina w Czarnej Kopalni.