Cytat Zamieszczone przez bertrand236 Zobacz posta
Kiedyś zaszedłem do Victoriniego na Sokole. Zdziwił się, że psy mnie nie wyczuły... Bardzo sympatycznie wspominam Jego i całą moją tam wizytę.

Pozdrawiam

coz, to miales wiecej szczescia niz ja... moja wizyta wygladala tak ze doszlismy do doliny platanina sciezek gdy slonce juz prawie zachodzilo..mielismy juz totalnie dosyc po calym dniu wedrowania..bylismy w dwie osoby.. z daleka zobaczylismy dom i zaczelismy isc w jego strone by zapytac o pole namiotowe. Jeszcze przed ogrodzeniem spotkalismy goscia, jak sie potem okazalo syna pana V. zapytalismy wiec o pole namiotowe, a on nam na to ze pola nie ma.. wiec zapytalismy czy moglibysmy postawic gdzies tu namiot i gdzie by mozna, na to on ze on zapyta ojca bo nie on tu rzadzi... podeszlismy do plotu, on zniknal na chwile w domu. Wyszedl za chwile i oznajmil ze nie mozemy tu nocowac, ze tu nie ma miejsca dla zadnych turystow i musimy stad sobie pojsc.. Zaczelismy sie gadac z tym synem , dopytywac sie czy na tej gorce juz mozna, czy tamta laka to nadal ich teren i on calkiem nam milo odpowiadal. Po chwili z domu wychylila sie glowa i oznajmila "oni jeszcze tutaj?? jak zaraz sie stad nie zabiora to spuszcze psy, moze to ich zmobilizuje, to jest teren zamkniety"


nie wiem, ale na terenie calych bieszczadow, przez wiele lat gdy tam jezdzilam raz jeden zostalam potraktowana w taki sposob. Zdarzalo mi sie odwiedzac rozne osoby, ale z takim zachowaniem nie spotkalam sie i mam nadzieje ze nie spotkam sie w przyszlosci..