Rankiem dnia następnego, międzygalaktyczny autosan, wibrując, trzeszcząc i podskakując śmigał do TAM ze mną na pokładzie. Właściwy start z buta zaplanowałem sprytnie na górze, coby w znoju i pocie nie tylko czoła, nie wdrapywać się ku obłokom, skoro Veolia czyli niegdysiejszy Connex będący kiedyś po prostu PekaeSem i tak wzniesie się na sam prawie szczyt.
Po opuszczeniu pojazdu dostrzegłem w rozrzedzonym wysokością powietrzu bryłę pięknej świątyni ( foto 1 ). Pokonałem kilka metrów asfaltu i wstąpiłem na wspaniałą polną drogę, która wkrótce zamieniła się w leśną. Zaraz na początku zobaczyłem, co oznacza stracić głowę dla Bieszczadów ( foto 2 ). Po rogach poznałem, że nie była to istota ludzka jeno diabeł. Niewykluczone, że to ten sam osobnik co upuścił kilka kilometrów dalej spory kamień. Widać ten kur co zapiał, dopadł go wreszcie i zadziubał skubańca u stóp góry , która sądząc po nazwie musi być mekką bieszczadzkich czarownic. Rozejrzałem się tedy bacznie dookoła i zobaczyłem nadlatujący tak gdzieś od strony Olszanicypunkcik, który z czasem stawał się większy i większy - tak, że w końcu dostrzegłem, znane mi nie tylko z forum kształty. Tak, tak – dobrze myślicie, był to właśnie kruk. Nie Dziubas, ale też krakać potrafił.
Ruszyłem dalej. Na ten z nazwy szczyt nieowłosiony prowadziła droga o kamuflażu wodnym ( foto 3 ). Pokonywałem pewne jej odcinki w stylu skocznym a nawet miejscami rozpaczliwym. Grunt to złapać grunt!
Posiadłszy w końcu ten wydepilowany wzgórek ( foto 4 ), rozanielony i odprężony napawałem się chwilą, snując wzrokiem po bliższych i dalszych mu okolicach ( foto 5 , foto 6 ). Jakbym palił, to bym sobie zapalił, a że nie palę to musiałem się napić. Na szczęście nie byłem na szlaku.


punkcik, który z czasem stawał się większy i większy - tak, że w końcu dostrzegłem, znane mi nie tylko z forum kształty. Tak, tak – dobrze myślicie, był to właśnie kruk. Nie Dziubas, ale też krakać potrafił.
Odpowiedz z cytatem