Jeszcze chwilkę zwlekałem z odejściem, gdyż zamyślony czekałem, czy aby w tym właśnie miejscu nie ukażą mi się słynne nagie i nęcące Leśne, nie robotniki oczywiście, tylko takie czarownice swawolne. Niestety, albo raczej na szczęście przypomniałem sobie, że gdzieś wyczytałem, iż takie czarownice „odbierają krowom mleko i szkodzą w jajach”. W zasięgu wzroku żadnej krowy nie było, więc na wszelki wypadek pognałem dalej. Drepczę więc sobie tym płajem leśnym, a tu nagle, po prawej ręce ukazują mi się tajemnicze kręgi! Nie w zbożu, a w lesie! Co gorsze – nie były to ślady lądowania ferajny Lucasa, czy też tej pokraki ze świecącym paluchem (E.T.) lecz raczej kogoś z plemienia tego, co za pomocą oleju słonecznikowego i tramwaju odciął Berliozowi głowę. Wierzcie, nie wierzcie – były to czarcie kręgi ( foto 7 ) . Podejrzana okolica, pomyślałem....i dałem dyla w las. Ha! – i nie ma co się dziwić lekko podupadłym Karmelitom, którzy zostali zesłani w takie a nie inne miejsce, u stóp tejże właśnie góry, że pili, palili a ponoć nawet swawolili. Kto wie co, i w jakiej postaci im się ukazywało? I popadli w grzech a klasztor w ruinę.
Najwyższa pora opuścić sferę ducha i powrócić do spraw bliższych ciału, a dokładniej rzecz ujmując bliższych żołądkowi. Głód zaczął mi już na tyle doskwierać, że zjadłbym przysłowiowego diabła z kopytami. Idąc rozglądałem się więc za odpowiednią miejscówką. Po minięciu przecinki obsadzonej energetycznymi słupami zajarzyłem, iż prowadzą one do drewnianego wigwamu, umeblowanego ławeczkami. Zakręciłem więc i rozpocząłem walkę z poszyciem. Ileż to się trzeba natrudzić, żeby sobie ułatwić! Na szczęście odległość była niewielka i wkrótce przedarłem się do wigwamu ( foto 8 ) . Tam zaczęło się: ochlaj ( foto 9 ) i wyżerka na całego.
Zaspokoiwszy po części potrzebę pierwszego stopnia piramidy Maslowa ruszyłem z kopyta ku jej najwyższym szczeblom. Szedłem teraz jak po sznurku, trzymając się rozpostartych w terenie poręczówek koloru zielonego ( foto 10 ). Mijając balsamicznie widokowe polanki ( foto 11 , foto 12 ), spozierałem raz na lewo , raz na prawo i radość mnie unosiła niczym wietrzne prądy, wznoszące białe ptaszyska z odległego pasa startowego ( foto 13 ).


Odpowiedz z cytatem