Pokaż wyniki od 1 do 10 z 31

Wątek: Bieszczady 1998

Mieszany widok

  1. #1
    Poeta Roku 2010
    Poeta Roku 2009
    Poeta Roku 2008

    Awatar WUKA
    Na forum od
    07.2006
    Rodem z
    Toruń
    Postów
    3,908

    Domyślnie Odp: Bieszczady 1998

    O kurcze,zapowiada się tak interesująco,że już nie mogę doczekać się dalszego ciągu....!Dale,dalej....!

  2. #2
    Bieszczadnik
    Na forum od
    08.2008
    Rodem z
    Radom
    Postów
    36

    Domyślnie Odp: Bieszczady 1998



    16 lipca 1998 Czwartek
    Podróż przebiegła bez zakłóceń. "Ekscytacja do granic wytrzymałości albo i bardziej :)" czekającą nas przygodą nie pozwalała zasnąć. Jechaliśmy w towarzystwie Zielonych Beretów - kilkudziesięciu chłopa na przepustki jechało - nawaleni a przez to rozmowni. Dowiedzieliśmy się wielu ciekawych rzeczy, m.in. że jak byśmy do woja chcieli iść to "nie do bordowych beretów bo to dupy są a nie wojsko" i że jak skaczesz ze spadochronem "to targa tobą jak szmatą"...
    Jestemy w Zagórzu. Wyskakujemy z wagonu, chwila na ustalenie kierunkow świata :) i w drogę. Ponieważ nikt nam nie powiedział gdzie tak naprawdę zaczynają się Bieszczady uznaliśmy, że własnie jesteśmy w ich centrum i że czas założyć plecaki na plecy. Przejąłem przewodnictwo w stadzie i ruszyliśmy w stronę Tarnawy. Po przekroczeniu mostu na Kalniczce wspięliśmy się na stoki Gruszki. Plan był taki aby leśną drogą dostać się przez szczyt Gruszki do Hoczwi. Ostatecznie zniechęceni błotnistą drogą, zeszliśmy do Huzeli. Chwila odpoczynku niedaleko mostu na Sanie - połączona z rozmową ze starszym panem siedzącym na ławeczce pod drzwem. Dla nas "wyprawa życia" a on, gdy dowiedział się skąd jesteśmy, spokojnie stwierdził " Eee to blisko - myślalem, że z gdzieś daleka jesteście". Przeszliśmy most i dotarliśmy do Leska. Nie zatrzymując się w mieście dopadliśmy lasów na stokach Czulni. Tam dopiero zjedliśmy pierwszy tego dnia posiłek. Zaczęło dopadać nas zmęczenie. Tego dnia już nie dotrzemy dalej. Namiot rozbiliśmy w ciemnym zagajniku po zachodniej stronie góry, mając kilkadziesiąt metrów do brzegu Sanu. W oddali widać było zabudowania przyczółku Bachlawa.

    Załączam kilka archiwalnych fotek - pochodzą z albumu "Zapomniane Bieszczady" Pawła Kusala.
    Załączone obrazki Załączone obrazki

  3. #3
    Bieszczadnik
    Na forum od
    08.2008
    Rodem z
    Radom
    Postów
    36

    Domyślnie Odp: Bieszczady 1998

    17 lipca 1998 Piątek
    Noc minęła bez niespodzianek. Jedyne co nas zaskoczyło to cała masa bezskorupowych, niebieskich ślimaków (pomrów błękitny). Były dosłownie wszędzie. Szybko zwinęliśmy obóz i bez śniadania ruszyliśmy polną drogą wzdłuż Sanu w stronę Średniej Wsi. Na mapie ścieża doprowadzała do mostu. Owszem most był, ale jego konstrukcja mocno naruszona (foto) albo krą, albo ubiegłoroczną powodzią nie zachęcała do przejścia. Dopiero gdy zobaczyliśmy jak jeden z mieszkańców śmignął na rowerze w jedną stronę a po nim babcia z koszykiem pełnym grzybów w drugą postanowiliśmy zaryzykować :). Za mostem pech dopadł Artura: odpadła podeszwa do jednego z jego butów - były to - na oko - solidne skórzane, trapery a przy tym bardzo ciężkie. Postanowił nie dżwigać ich dalej - dalszą drogę pokonał w trampkach.
    To dopiero drugi dzień a plecy (głownie ramiona) już mocno dawały mi się we znaki. Szliśmy asfaltem, minęliśmy Berezkę, głośny Polańczyk. W okolicach serpentyn przed Wołkowyją rozpadało się. Siedząc pod foliowym płaszczem przeciwdeszczowym w lesie koło szosy zastanawiałem się gdzie te odludne Bieszczady? Ale nie żałowałem decyzji o wyjeździe - czego nam więcej trzeba - było wesoło, nikt nas nie poganiał, robiliśmy co chcielimy - jest ok. Gdzy przestało padać ruszyliśmy w dalszą drogę. Minęliśmy Bukowiec i zaczęliśmy rozglądać się za miejscem na biwak. Gdy przechodziliśmy most na Solince było już szaro. Ostatecznie - już pociemku wyszukaliśmy jakąś polanę - właściwie dziwnie piaszczyste miejsce wśród krzaczorów. Po omacku rozbiliśmy namiot i jak codziennie większe dziury w płótnie nakryliśmy folią - dla pewności że deszcz, nie zmoczy nam dobytku. Jeszcze godzina na zagotowanie wody, zupka pomidorowa i spać. Teraz sen już tak szybko nie przyszedł. Usłyszeliśmy dźwięk bębnów. W środku nocy ktoś walił w kotły na wschód od nas. Chcąc zobaczyć co to - wyszliśmy z namiotu i po ciemku ruszyliśmy przez las w stronę, z której dochodziły dźwięki. Po kilkunastu minutach trafiliśmy na parkan w środku lasu... Przecież nie będziemy wchodzić komuś na działkę, zawróciliśmy. Jednak gdybyśmy nie wyszli za namiotu tej nocy, nie dowiedzielibyśmy się, że wokól roi się od świetlików. Wrażenie niesamowite, nie unosiły się w powietrzu - usiany były nimi ziemia i trawy . Chmury przesłoniły gwiazdy na niebie, ale za to pojawiły się pod naszymi stopami :).
    Załączone obrazki Załączone obrazki

  4. #4
    Bieszczadnik
    Na forum od
    08.2008
    Rodem z
    Radom
    Postów
    36

    Domyślnie Odp: Bieszczady 1998

    18 lipca 1998 Sobota
    Poranek przyniósł jeszcze jedną niespodziankę. Zanim wyszliśmy z namiotu Artur powiedzia, że w nocy chyba ktoś się kręcił wokół nas. W świetle dnia zobaczyłem, że ten dziwny piach, na którym rozbiliśmy namiot to miejsce zryte przez zwierzynę. Obok stał paśnik. Śniadanie (godzina czekania na herbatę) upłynęło nam w pogodnych nastrojach - zaczęło wyglądać słońce, zrobiło się cieplej niż wczoraj. Spakowaliśmy się i podążyliśmy w kierunku Rajskiego. Przed mostem na Sanie skręciliśmy w prawo w stronę Studennego. Zazwyczaj wodę uzupełnialiśmy raz dziennie. Prosiliśmy w mijanych gospodarstwach o napełnienie butli. W Rajskim pierwszy raz (i ostatni) odmówiono nam w dość opryskliwy sposób. Od tego momentu ilekroć byłem w Bieszczadach sklep znajdujący się naprzeciw ośrodków wypoczynkowych omijałem szerokim łukiem. Taki mój prywatny bojkot połączony z embargo :). Pora obiadowa przypadła w połowie drogi między ośrodkami wczasowymi a mostem w Studennym. Siedząc na poboczu i zajadając konserwy, po trzech dniach, musieliśmy wyglądać na starych, obytych z górami Bieszczadników... a na pewno na paralotniarzy. Podeszły do nas dwie urodziwe dziewczątka i nieśmiało zapytały: "czy to wy jesteście tymi paralotniarzami, którzy mieli przyjechać je szkolić?" Z żalem, że nie jesteśmy, odpowiedzieliśmy że nie jesteśmy. Gdy się oddaliły zastanawialiśmy się, czy to chodzi o jakieś przelecenie, czy co... Nie rozwikłaliśmy tej sprawy. Za to woda w Sanie pod mostem w Studennym była cholernie zimna jak na lipiec. Pierwsza kąpiel od trzech dni jednak musiała się odbyć.
    Sobota była jedynym bezdeszczowym dniem w czasie tej wyprawy. Przeszliśmy most i podązyliśmy stokówką i podnóża Otrytu. Zaczęliśmy dostrzegać jak bardzo niwni byliśmy myląc tereny Zagórza z prawdziwymi Bieszczadami. Tego dnia obserwując Tworylne z punku widokowego, docierać zaczęło do mnie, że to może być dłuższa przygoda - nie tylko na te wakacje. Wędrowaliśmy dalej - wypatrując drogi do mostu w Krywem. Otryt - nawet oglądany ze stokówki robi wrażenie. Wijąca się pusta droga, ciągle szumiące strumienie i sąsiadujący rezerwat daje sposobność do zachwytu - szczególnie gdy jest się tu pierwsz raz. Most w Krywem dopadliśmy późnym popołudniem. Prezentował się bardzo malowniczo w tle z bujną zielenią - mieliśmy swój dziki ląd. Teraz wiem, to był ostatni rok, kiedy można było przejść po tym moście. Wiosenna kra zniosła środkowe przęsło (załączam fotkę zdjęcia, którą wykonałem w domu pani Tosi w 2008r.). To co się działo później - to był najlepszy monent w czasie całego pobytu. Wspinaczka na Szczołb z czarnym wałem Otrytu za nami - rosnącym z każdą chwilą, ruiny cerkwi - zreszą sami Wiecie. Zakochałem się w Krywem w tym momencie. Do dzisiaj pamiętam jak bardzo było mi nieswojo. Gdzie my jesteśmy - myślałem ciągle. Na szczycie zaczął wiać zimny wiatr - mieszały się we mnie uczucia strachu i zachwytu. Nie szliśmy dalej. Namiot postawiliśmy na łączce mocno nachylonej w kierunku północnym w lasku na Szczołbie. Ze względu na wiatr nie rozpalaliśmy kuchenki. Kolega leżał już w namiocie, kiedy ja ubrany w płaszcz, zimową czapkę -zrobiło się naprawdę zimno- siedziałem przed namiotem i obserwowałem drapieżne ptaki szybujące na niebie i dolinę jak ze snów przeświecającą pomiędzy drzewami. NIe zapomnę jednego maleńskiego światełka na oborze państwa Majsterków - palący się całą noc. Dzisiaj już nie ma tego widoku - drzewa urosły, tak jak i sama polanka zarosła krzewami. To był jeden z tych dni, które zapamiętuje się na zawsze...
    Załączone obrazki Załączone obrazki
    Ostatnio edytowane przez Eggstwo ; 26-03-2009 o 15:43

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •