17 lipca 1998 Piątek
Noc minęła bez niespodzianek. Jedyne co nas zaskoczyło to cała masa bezskorupowych, niebieskich ślimaków (pomrów błękitny). Były dosłownie wszędzie. Szybko zwinęliśmy obóz i bez śniadania ruszyliśmy polną drogą wzdłuż Sanu w stronę Średniej Wsi. Na mapie ścieża doprowadzała do mostu. Owszem most był, ale jego konstrukcja mocno naruszona (foto) albo krą, albo ubiegłoroczną powodzią nie zachęcała do przejścia. Dopiero gdy zobaczyliśmy jak jeden z mieszkańców śmignął na rowerze w jedną stronę a po nim babcia z koszykiem pełnym grzybów w drugą postanowiliśmy zaryzykować :). Za mostem pech dopadł Artura: odpadła podeszwa do jednego z jego butów - były to - na oko - solidne skórzane, trapery a przy tym bardzo ciężkie. Postanowił nie dżwigać ich dalej - dalszą drogę pokonał w trampkach.
To dopiero drugi dzień a plecy (głownie ramiona) już mocno dawały mi się we znaki. Szliśmy asfaltem, minęliśmy Berezkę, głośny Polańczyk. W okolicach serpentyn przed Wołkowyją rozpadało się. Siedząc pod foliowym płaszczem przeciwdeszczowym w lesie koło szosy zastanawiałem się gdzie te odludne Bieszczady? Ale nie żałowałem decyzji o wyjeździe - czego nam więcej trzeba - było wesoło, nikt nas nie poganiał, robiliśmy co chcielimy - jest ok. Gdzy przestało padać ruszyliśmy w dalszą drogę. Minęliśmy Bukowiec i zaczęliśmy rozglądać się za miejscem na biwak. Gdy przechodziliśmy most na Solince było już szaro. Ostatecznie - już pociemku wyszukaliśmy jakąś polanę - właściwie dziwnie piaszczyste miejsce wśród krzaczorów. Po omacku rozbiliśmy namiot i jak codziennie większe dziury w płótnie nakryliśmy folią - dla pewności że deszcz, nie zmoczy nam dobytku. Jeszcze godzina na zagotowanie wody, zupka pomidorowa i spać. Teraz sen już tak szybko nie przyszedł. Usłyszeliśmy dźwięk bębnów. W środku nocy ktoś walił w kotły na wschód od nas. Chcąc zobaczyć co to - wyszliśmy z namiotu i po ciemku ruszyliśmy przez las w stronę, z której dochodziły dźwięki. Po kilkunastu minutach trafiliśmy na parkan w środku lasu... Przecież nie będziemy wchodzić komuś na działkę, zawróciliśmy. Jednak gdybyśmy nie wyszli za namiotu tej nocy, nie dowiedzielibyśmy się, że wokól roi się od świetlików. Wrażenie niesamowite, nie unosiły się w powietrzu - usiany były nimi ziemia i trawy . Chmury przesłoniły gwiazdy na niebie, ale za to pojawiły się pod naszymi stopami :).


Odpowiedz z cytatem