Pokaż wyniki od 1 do 10 z 21

Wątek: Bieszczady 1999

Widok wątkowy

  1. #7
    Bieszczadnik
    Na forum od
    08.2008
    Rodem z
    Radom
    Postów
    36

    Domyślnie Odp: Bieszczady 1999

    17 lipca 1999 Sobota
    Nie wiem, która była godzina... ok. szóstej? Nieco skostniały wyskoczyłem z namiotu. Spoglądam na Krywe. Mgły jak mleko, wypełniają całą dolinę. Aby nie "wylały się" ktoś rozważnie postawił kawał wału górskiego za Sanem - teraz jego wystający grzbiet wydaje się być zawieszony w powietrzu. Wołam Artura żeby to zobaczył... Długo nie może się przemóc, aby opuścić ciepły śpiwór. Śniadanie przyrządzamy bez pośpiechu - i tak musimy poczekać aż wyschnie namiot. Jego mała waga i wymiary były wynikiem kompromisu - jednowarstwowa powłoka - dodatkowo przed wyjazdem zaimpregnowana - nie dawała dobrego schronienia przed wilgocią. Rano wszystkie rzeczy w środku były wilgotne - jednak i z tym nauczyliśmy się sobie radzić. Najważniejsze było, że mieści się do plecaka i nie zabiera tam dużo miejsca. Spakowaliśmy się i opuściliśmy gościnną łączkę (kolejny raz na nocleg zawitałem tam trzy lata później - na drzewach wtedy już były znaki szlaku poprowadzonego jej górnym skrajem). Idąc na południe osiągamy stokówkę. Kierunek na Zatwarnicę. Nie było śladu po wczorajszych chmurach - zapowiadał się słoneczny, upalny dzień. Po godzinie docieramy do Zatwarnicy. Idziemy do sklepu (teraz to Stokrotka). Jedyną rzeczą do jedzenia jaką kupowaliśmy w czasie tej wyprawy był chleb. Mając w perspektywie jutrzejszą niedzielę wzięliśmy dwa bochenki. Klapnęliśmy po przeciwnej stronie drogi, na ławeczce przy drugim sklepie (taka zielona budka) - chyba był już nieczynny. Po chwili ktoś dosiadł się do nas: chłopak szedł w stronę hotelu z torbą pełną butelek, podzieliliśmy się z nim kawałkiem cienia. Chyba z wdzięczności zaofiarował się poczęstować nas piwem. Przyznał się, że od kilku dni mieszka w hotelu i jak na razie nie udało mu się dotrzeć dalej jak do sklepu... A tak kusi Połonina... może jutro znowu spróbuje. Pomiędzy drzewami naprzeciwko nas na pieńkach i trawie siedziało kilku mężczyzn - miejscowi. Niespiesznie rozprawiali, co jakiś czas nawiedzając sklep. Ich czas biegł nieco wolniej od naszego. Zwolniliśmy ławeczkę i udaliśmy się w górę Zatwarnicy. Minąwszy hotel odbiliśmy w lewo. Idąc w górę potoku Hylaty dotarliśmy do wodospadu. Nie przepuściliśmy okazji do kąpieli. Przez długi czas nikt inny się nie pojawił. Dziwne, bo jest to dość licznie odwiedzane miejsce. W planach było dotarcie do drogi wiodącej przez przełęcz pomiędzy Dwernikiem i Jawornikiem do Nasicznego. Coraz bardziej zbliżaliśmy się do granicy Parku Narodowego. Niełatwo mi było odnaleźć tą drogę . W lewo odbijało kilkanaście ścieżek co paręset metrów. Większość rozjechanych przez strzęt zrywkowy. Ostatecznie zawróciliśmy i udaliśmy się spowrotem - do mostu na Sanie. Woda w rzece odzyskała klarowność. Mijamy cerkiew w Chmielu i docieramy do skrzyżowania z szosą do Berehów. Idziemy w stronę Dwernika. Powoli rozglądamy się za jakimś miejscem na biwak. Mijamy budynek kościoła w Dwerniku. Sprawdzam godzinę porannej Mszy. W pewnym momencie znaki zielonego szlaku prowadzącego do Koliby skręcają w lewo, przcinając zagajnik. Obok zardzewiały zbiornik na ropę z kranem... Tu się zatrzymujemy. wybieramy wysoką trawę ok 100m od szlaku. Czekamy, aż zrobi się szaro i w półmroku rozbijamy namiot. Psy z pobliskiego gospodarstwa wyniuchały naszą obecność - do późnych godzin słychać było ujadanie jakiegoś Burka - ten biwak był chyba za blisko wsi.
    Załączone obrazki Załączone obrazki

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •