21 lipca 1999 Środa
Otwieram oczy. Na brezentowych ścianach namiotu przesuwają się cienie rzucane przez gałęzie drzew poruszane wiatrem. Słońce już wysoko. Wnętrze namiotu rozgrzane - zrobiło się duszno. W gardle sucho, głowa ciężka - tych parę godzin snu nie do końca zregenerowało mój organizm. Patrzę na Artura - obudził się pierwszy tym razem - jednak nie widząc jakiegoś konkretnego powodu by ruszyć się z miejsca, leży z rękami pod głową i wpatruje się w jeden punkt w górze namiotu. Podążam za jego wzrokiem i widzę cień małej jaszczurki, która od zewnątrz wspina się po brezencie. Zagaduję, z lekim poczuciem winy, że wczoraj zostawiłem przyjaciela samego. Nie ma do mnie urazy - myślał, że poszedem zanocować u jakieś dzierlatki. Nie raz trułem mu jak bardzo bym chciał znaleźć dziewczynę - taką miłą i pracowitą
- podczas, gdy miłość jego życia własnie rozkwitała (dzisiaj są szczęśliwym małżeństwem - a nasi prawie 3letni synowie wspólnie odkrywają uroki świata). Z niedelekiej wiaty słyszę rozmowę uczestników nocnej gry - w pewnej chwili wyłapuję parę słów o mnie: "...ale kilka razy Marcinowi dobrze szło... " Miłe uczucie, stać się częścią tej grupy. Wychodzimy na śniadanie. Jezus siedzi przy stole, na ktorym jeszcze leżą kości. Zrobiliśmy sobie pamiątkową fotkę. Nie bez żalu pożegnaliśmy się i ruszyliśmy w stronę cerkwi. Wcześniej dostaliśmy w prezencie ciekawe, kilkunastostronnicowe opracowanie dotyczące historii Łopienki i cerkwi. Minęliśmy Polanki, dotarliśmy do Terki. Po drodze widzieliśmy gdzieś tabliczkę na tyczce z napisem: Działka na sprzedaż. Wtedy ziemię można było za nieduże pieniądze kupić - ale i zainteresowanie potencjalnych kupujących było o wiele mniejsze. Zaczęły się zbierać chmury. W Terce weszliśmy na cmentarz, obejrzeliśmy mogiły, dzwonnicę. Malowniczo prezentuje się Monaster z jego legendami o prawosławnym klasztorze na szczycie. Dotarliśmy do Bukowca i odbiliśmy w prawo, - w stronę mostu na Solince. Zaczęło kropić... Pierwszy deszcz od czasu mżawki, która złapała nas w Tworylnym pierwszego dnia. Zeszliśmy pod most. Szybko przestało padać... ...przeglądam mapę, śledzę przebytą trasę - piękna wędrówka. Tym razem decyzja o powrocie podszyta była lekkim żalem. Z Bukowca przez Solinę dojechaliśmy do Zagórza. W pociągu podróżowaliśmy z dziewczyną wracającą do Warszawy. W Biesach z grupą studentów w ramach praktyk "optykała" starą chatę bojkowską mchem... :) Niestety okazało się, że przez różne zrządzenia losu - już nie było nam dane wspólnie z Arturem wędrować po Bieszczadach. Za rok wróciem zupełnie w innym skladzie...
Pozdrawiam serdecznie,
Eggstwo


Odpowiedz z cytatem