Pisz, pisz .... ładnie piszesz i co najważniejsze piszesz o wrażeniach i emocjach, które odczuwa prawie każdy łażąc po tych górach. Również ze spotkań ze zwykłymi i niecodziennymi ludźmi, których tu bywa zatrzęsienie.
A co do „Chatki ...”. Dostaję drgawek i prawie apopleksji, jak zasłużeni z wielorakich powodów „bieszczadnicy” wymieniają tę nazwę.
Pisałem tu kiedyś o tym „dziecinado-idiotyźmie”. Wspomnę tylko, że żaden znany mi prawdziwy i „zakorzeniony” bieszczadzki turysta, bieszczadzki GOPR-owiec (a oni bywają tam najczęściej) nigdy nie skalał ust tą nazwą-paskudztwem.
Nawet Lutek, gdy nazwa ta była już w powszechnym obiegu – lansowana przez przewodników wycieczek autokarowych, zaliczających prawdziwie górskie wejście do „Chatki ...” – też nigdy nie używał tego określenia.
Zawsze mówiło się, zwłaszcza w kontekście dyżurów – idę do Schroniska, na Połoninę itp.
Ale .... świat się zmienia, czy na lepsze ? Nawet prawdziwi ortodoksi miękną pod naciskiem obiegowych prawd. W jednym z ostatnich (2-3 lata temu ?) krótkich filmów bieszczadzkich (A. Potocki ?), w których gwiazdą był Lutek, usłyszałem go, jakoś tak:
- .... no tu ... I dalej jakby z nutką zażenowania – w Chatce P....
Pozdrawiam miłośnków Schroniska na Połoninie



Odpowiedz z cytatem