Jeszcze tylko jedna dygresja, pozornie nie na temat.
Tak się składa, iż od kilkunastu lat jestem członkiem jednego ze stowarzyszeń, a od chyba już 12 lat - członkiem jego zarządu.
Pod koniec ub. wieku było nas ok. 250 osób.
I wtedy doszło do "secesji" - grupa 15-tu członków wystąpiła z naszych szeregów i utworzyła nowe, odrębne stowarzyszenie.
Przez pierwszych kilka lat głównym tematem ich dyskusji było, jak to dobrze jest u nich, a jak źle u nas, a tak w ogóle, to jak by nam dokuczyć.
Nazwali się szumnie - pierwszy wyraz nazwy ich stowarzyszenia to "Mazowieckie". Naszego - tylko "Warszawskie".
Stan na dziś.
Ich jest ok. 25 osób, głównie żrących się już teraz tylko pomiędzy sobą. Gdyby nie okoliczność, iż do założenia stowarzyszenia potrzeba minimum 15 osób, już by się pewnie ponownie podzielili.
Liczebność naszego stowarzyszenia przekracza 400 osób. Na niektóre nasze zebrania szkoleniowe przychodzą chyłkiem także dawni "secesjoniści", nic im nie mówimy, o sprawach organizacyjnych w ogóle z nimi nie rozmawiamy.


Odpowiedz z cytatem