Jest takie stare ludowe przysłowie:
"Czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał".
Oczywiście wpadać w skrajność nie można. Nie samą nauką Jaś żyje.
Ale pilnować go trzeba. I stwarzać mu optymalne warunki do nauki.
A tak w ogóle, to edukacja w równej mierze polega na stwarzaniu dostępu do wiedzy, jak i na egzekwowaniu (sprawdzaniu) jej przyswojenia.
Co z tego, że np. prywatne liceum w dużym mieście zatrudni nauczyciela ze stopniem naukowym, autora podręczników, etc., a nawet także będącego dobrym wykładowcą, skoro z jego lekcji skorzysta tylko kilku prymusów - kujonów. Reszta - widząc, że ów pan psor (pani psorka) nie wymaga - i tak się będzie obijać, a wiedza spłynie po nich jak woda po kaczce.
PS
Buba dokonała swoistej selekcji "wiedzy do nabycia" już na etapie liceum. Nie wiem, czy słusznie. Przypominając sobie teraz kłopoty niektórych moich kolegów ze studiów, przypuszczam, że raczej nie.


Odpowiedz z cytatem

