Oj chyba nazbyt pochopnie użyłem kwantyfikatora ogólnego, nie sądziłem że komukolwiek będzie się chciało naukowo badać w pływ paralotni na przyrodę.

Bardzo fajny artykuł, oczywiście takie badanie by stało się naukowe wymaga jeszcze innych niezależnych badań, ale dla mnie wydaje się bardzo wiarygodne.

Zamieszczę je na forum paralotniowym. Ja osobiście będę się starał trzymać od kozic w miarę możliwości w zalecanych odległościach.

Z badan wynika że kozice się do paralotni przyzwyczają i reagują mniejszym stresem.

Ja osobiście miałbym to zastrzeżenia że badania były robione bardzo dawno temu, lata 90-92, to były że tak powiem pionierskie lata paralotniarstwa. W owych latach dla kozic paralotnie były nowością że tak powiem pierwszego ich pokolenia. Ciekaw jestem jak kolejne pokolenia kozic aktualnie reagują na paralotnie.
Ja obserwując kozice w Słowenii nie zauważyłem że tak powiem żadnej ich reakcji lecąc w odległości ok 400 m. Niektóre się mi przyglądały, a inne coś tam sobie skubały. Ale to rejon gdzie się często lata na parlotnich. Poza tym


Tak sero jeśli chodzi o Beszczadki park to w praktyce nie sadze aby w ciągu roku udało się wiecej niż 10 paralotniarzom dolecieć wogóle do jego obszaru. Dni w roku umożliwiających tam dolot może zdarzyć się zaledwie kilka. Bieszczady to mocno zalesiony teren brak kontrastów termicznych i dalekie latanie jest tam mega trudne dla paralotni.

Dlatego uważam że to po prostu nadmuchany problem i napewno niewspólmierny do realiów w działaniu dyrektora parku.

Natomiast jeśli chodzi o latanie docelowe w parku to też moim zdaniem mały problem, bo dni w roku na sensowny tam start może być naprawdę niewiele.
Sadzę że lepsze, sensowniejsze jest kontrolowanie dopuszczenie od czasu do czasu paralotniarzy do startu w parku, wyznaczenie regół, obszarów szcególnie chronionych, niż ponoszenie kosztów na walke z partyzantką paralotniową. Tym samym park zyskałby niewielkim marginalnym kosztem zwoleników, fajne fotografie czy jakieś inne dziłania pomocowe ze strony paralotniarzy. Takiemu dziłaniowi właśnie sprzyja polskie prawo.
Niektóre parki doszły do pozumień z regionalnymi spowarzyszeniami parlotniowymi i całkiem fajnie na tym chychodzą. Nie ma partyzantki, a park ma kontrole nad tym sportem.

Pozdrawiam i pięknych snów o lataniu

Fragles