Byłem na Tarnicy rok temu, za parę dni pewnie znów będę, bo zabieram w Biesy Przyjaciół, którzy tam jeszcze nie byli.
Koszmar. Tłum na szczycie, nie ma gdzie usiąść, pełno ludzi, setki. Poza tym - jaki taras?! Wrażenie - owce albo bydło w zagrodzie. To zagroda jest, a nie żaden taras. No i jak na górski szczyt, to masa śmieci.
A może by tak zamknąć Tarnicę na powiedzmy 10 lat? Niech przyroda odpocznie. Bo dziś jest tak, jak z Przełęczą Wyżnią i Chatką Puchatka: tłum zajeżdża furami do Wołosatego, zajmują te fury każdy centymetr pobocza, potem wio, niebieskim na szczyt i wio, niebieskim ze szczytu. Się było w Bieszczadach, Tarnica zaliczona. Ten odcinek jest obciążony ruchem jak reprezentacyjny deptak w dużym mieście, np. Floriańska i Grodzka w Kraku. Masakra. Już na SzW do Górnych jest nieporównywalnie mniej ludzi.
Choć, może i nie będę tego roku na Tarnicy. Zastąpię ją znajomym Bukowym Berdem i Haliczem, parę lat tam nie byłem. Tylko że pono na Haliczu niewiele lepiej, niż na Tarnicy, i też jest zagroda dla bydła.


Odpowiedz z cytatem