Pomińmy drobne złośliwości,które tu sobie nawzajem prawicie...
Są jednak metody ograniczania ruchu turystycznego. Dyrektor PN-u występuje do MińŚrod o zmianę w planie ochrony, która polega na wyznaczeniu np dziennego limitu wizytujących dane miejsce. MinŚrod to podpisuje i...Stawia się strażnika przy wejściu i nakazuje mu liczenie osób. Gdyby np na wspomnianych 3 Koronach dyrekcja PPN chciała wprowadzić limity, to by to zrobiła np poprzez wprowadzenie godzin otwarcia:) Zresztą...chyba nawet tak jest po części. Limituje się też poprzez czas wstępu na wszelkie szlaki - można/nie można w zimie, po zachodzie słońca, przed jedenastą, po jedenastej itd. Technicznie jest to do zrobienia.
Ustawa OP daje w tym względzie dyrektorom pełną decyzyjność. Oczywiście wszystko po rozpatrzeniu głosów za i przeciw, choćby rad naukowych. Zwłaszcza głos tych ostatnich jest ważny i być może dyr. Winnicki, obawiając się wojny w radzie naukowej (zawsze są w niej przedstawiciele samorządów lokalnych), sprawę poddał. Ale to tylko domysł, a nie fakt. Mogło być inaczej. Tak czy owak - najtrudniej jest ustalić, czy ruch turystyczny zagraża miejscu, czy nie. I w jakim stopniu. Np obserwujemy powrót w Karkonosze rysiaczków. Nie było ich od 200 lat, a teraz się pojawiły i mają za nic natężenie ruchu turystycznego. Albo pustułki... Trzeba do tych spraw podchodzić z ogromnym wyczuciem. Bo to jest tak, jak z
hipotetycznym zagrożeniem przyrody ze strony paralotniarzy i odmawianiem im startowisk na połoninach przy jednoczesnym tyczeniu szlaków konnych. No kto powie, co jest gorsze dla przyrody? Ja uważam, że trzeba wpierw kontrolnie wpuścić taką dyscyplinę do parku, a następnie obserwować, czy nie przynosi ona ujemnych skutków. Bowiem zwykle nie ma w literaturze problemu dobrych dowodów świadczących za lub przeciw i tak naprawdę nic nie wiemy. Park-oczywiście w ograniczonym przestrzennie zakresie- może być takim poligonem badawczym w tej mierze. Bardziej należy się obawiać reakcji tych, którym pozwolono coś tam robić, na odnowienie zakazu. Ale wtedy przynajmniej ma się w ręku silne argumenty.
Koniec i kropka
Derty