Dla podtrzymania na duchu moge tylko powiedziec: juz niedlugo tam bedziemy...! Cos dziwnego sie ostatnio ze mna dzieje. Bo pora roku jest ta sama, jak wtedy, kiedy bywalam w Bieszczadach. I sa podobne zapachy w powietrzu. Ide sobie, wciagam powietrze w pluca.. i nagle pod czaszka eksploduje jakis obraz z bieszczadzkiej wyprawy. Zupelnie niespodziewanie. Jest tak realistyczny, ze mam wrazenie, ze kiedy otworze oczy, wokol siebie zobacze połonine... Czuje wiatr we włosach!
A w smaku kefirku sniadaniowego czuje obietnice smaku owczego sera...
Zapach dymu z ogniska, smak leżajska, liście łopianu, zapach mokrego bukowego lasu, siana, konskiej siersci, skorzanego siodla... Wszystko mi sie z Bieszczadami kojarzy.
To chyba jakas bieszczadzka obsesja.
Jeszcze tylko dwa tygodnie... Az dwa tygodnie!