W końcu wyłazimy na upragnione połoniny! Jest ładny widok - no i akurat nie leje! Cóż można chcieć wiecej??
Na jakiejś stromej skarpie stawiamy namioty.
Rozpalamy też ognicho, które w tych okolicznościach raczej dymi niż płonie. Okadzamy sie wiec, nabierając raz na zawsze właściwego zapachu wędrówki.
A tu kolektywna akcja suszenia skarpet! Ja akurat za bardzo skupiałam sie na uwiecznieniu na zdjeciach tej wzniosłej chwili i jedna skarpetka mi spłoneła… :(
A gdzieś tam w dole snują sie mgły..
Ranek nas wita słoneczny ale cholernie wietrzny. Wyłazimy na pierwszy szczycik naszego pasma.
Tu dopiero wiatr atakuje z prawdziwą mocą! Izie próbuje zdjąć skalp i ja z moim chybotliwym i dziesięć razy za ciężkim plecakiem łatwo ulegam przewróceniu w borówki.
Gdzieś wśród zieloności traw i bezkresu obłych łąk.
Wielkie góry przed nami.
Więc trzeba odpocząć.
![]()


Odpowiedz z cytatem
