Cytat Zamieszczone przez Verid Zobacz posta
Hmmm, szkoda że nie wiedziałem wcześniej bo wydałem taki dzieciakom do zabawy. Ale jakiś czas temu widziałem identyczny na Alle, ktoś sprzedawał za bezcen - skoro tak ci leżał pod względem barwy może warto popatrzeć czasem na ogłoszenia?
Mam cztery takie i dalej ich szukam po allegrach. Ale wlasnie ten kolor to nie cecha wlasna aparatu, tylko raz jeden udalo sie w nim taki balans ustawic - w kolejnych trzech juz nie :(

- - - Updated - - -

Do Kołoczawy docieramy już późnym popołudniem. Złocące kolory przypominają, że zbliża sie czas aby wyczaić jakies miejsce na nocleg.



W jednym z domów prosimy o wode i zostajemy skierowani do bardzo malowniczej studni :)



Miejsca na biwak mamy zamiar szukac za rzeką, jako ze tam jest chyba ciut bardziej dziko i pusto. Mostki jednak są nieco nadwątlone i nie rokują suchej i dogodnej przeprawy



Trzeba wiec próbować brodów, co idzie nam raz lepiej, raz gorzej i poczatkowo kończy sie kąpielą prawie po uszy. Mamy do wyboru rózne miejsca - albo głęboko, albo silny nurt zbijający z nóg. Ostatecznie walczymy z nurtem.









Miejsce na namioty jednak niełatwo znależć, wszedzie ktos sie kreci. Na nadrzecznych łąkach bedziemy widoczni z daleka a kawałek dalej zaczynają sie gęste krzaki i stroma skarpa. Wpada nam jednak w oczy pewien opuszczony/niedokończony budynek. Parter niestety nie nadaje sie do użytku - tzn. takiego jak mielismy w planach. Bo miejsce jest jak najbardziej uzytkowane - przez krowy na kibel! Gnojówki po kostki. Nie bardzo mamy ochote w tym kłaść karimaty czy stawiac namiot. Ale jest tez poddasze. Drewniany i przytulny stryszek. Tylko nie ma na niego żadnych schodów, drabiny, stopni - NIC. Chłopaki wlezą, Iza tez jest bardzo zwinna - ale ja? Nie ma szans, abym sie wygramoliła na wysokość 3 metrów po ścianie jak mucha. Nawet nie mam co próbowac bo i tak zlece na pysk! Strasznie mi głupio i smutno... że co? że przez moją łamagowatość cała ekipa ma nie spać w tym fajnym miejscu? Zresztą mi sie ono tez niezmiernie podoba! Ostatecznie zapada decyzja, że chłopaki postarają sie wsadzic mnie tam jak worek. Tylko mam zachowywac sie jak worek tzn. nie przeszkadzać , nie machac odnóżami, nie łapać sie wszystkiego wokół na ślepo dostając napadów paniki w czasie lekkiego opadania





No i ostatecznie sie udaje! Głownie dzieki Piotrkowi, który ma za sobą jakieś kursy wspinaczkowe - widać pionowy transport ciężkich, niewymiarowych tłumoków też tam przerabiali! :) Wszystkie 5 sztuk ludziów + 5 sztuk plecaków szcześliwia trafia na poddasze opuszczonej chałupy nad Tereblą! Proces wtransportowywania sie na stryszek przeprowadzamy już po zmroku, coby ograniczyc potencjalną ilość przygodnych gapiów. Z ludzmi na wyjazdach lubie sie bratać i nawiązywac nowe znajomości, ale jeśli chodzi o noclegi to zdecydowanie jakos wole aby nikt nie wiedział gdzie śpimy. Zwlaszcza jak istnieje duze prawdopodobienstwo, ze dana chałupa moze miec wlasciciela..

Wieczór spędzamy wiec na przytulnym stryszku, starając sie nadmiernie nie błyskac latarkami.





Tu akurat przypadkiem prezentuje na stopach skarpetki rozmiaru chyba 47. Dobry Kuba mnie wspomógł. W moich popalonych w ognisku nie bardzo moge chodzic - strasznie ocierają mnie buty! Nawet nie tyle, ze wypadły w nich dziury - spalone miejsca pokryły sie grubym i ostrym jakby plastikiem. Przedziwna historia z tymi skarpetkami!



Popijamy kahora i ogólnie jest wesoło. Do czasu… Do czasu jak kahor w połączeniu z dużą ilościa herbaty daje o sobie znać.. Kibelek! A ja na dół nie zejde. Jak zejde to znaczy, ze tam zostaje i śpie.. A jeszcze jakies dzikie psy zaczely sie włóczyc po okolicy i gryźć sie nawzajem z paskudnym charkotem. Ponowny proces wtargania mnie na góre nie wchodzi w gre, zwlaszcza ze musiałby byc wykonany wielokrotnie - zwykle kilka razy w nocy wstaje do kibla. Zrobić sobie kibelek na stryszku? Obok naszych śpiworów? Żeby ściekało na rzeczy? Jakoś tak głupio… Do menażki i potem wylewać na dół? Tez troche słabo, zwłaszcza ze potem wszyscy z tej menazki jemy i współbiesiadnicy mogliby nie byc na tyle wyrozumiali Co robic? Ratunku!!!!! Ostateczna wersja jest oparta na sporym zaufaniu względem drugiej osoby. Siku chodzi ze mną Iza. Są dwie deski podłogi, które wystają nieco poza linie budynku i strychu. Nieco skrzypią, ale chyba do jutra sie jeszcze nie zawalą. Ide na koniec desek. Tam jest mój kibelek. Iza trzyma mnie za ręce a ja maksymalnie wychylam sie wiadomą częścią ciała poza linie budynku. Wszystko spada w pokrzywy - tzn. nie wszystko - to co trzeba spada Ja na szczeście nie Teraz mam sprawdzoną pewność, ze Iza jest osobą godną zaufania :)

Nasze miejsce noclegowe w porannych przebłyskach słońca. Kolektywna ewakuacja ze stryszku.