Fajne te drezyny czy jak to nazwac? te auta na torach!
- - - Updated - - -
Droga na góre jakoś nam nie idzie. Wiecej siedzimy niz idziemy, wiec kilometrów nie ubywa w zbyt szybkim tempie. W koncu sloneczko zaczyna zachodzic a my ledwo wdrapalismy sie na grzbiet. W oddali słychac ryk jakiejs cieżkiej maszyny. Najprawdopodobniej na góre wspina sie gruzawik. Biorąc pod uwage jak długo słyszymy wycie (a nic nie widac) - jemu pokonywanie górki idzie podobnie jak namCzekamy i czekamy. Mamy ciche nadzieje, ze uda sie połączyć siły i dalszą trase przebędziemy wspólnie tzn. połoniny bedziemy przemierzac na podskakującej pace.
Marzenia jednak nie zawsze przystają do rzeczywistości - gruzawik wyjeżdża i zostaje pod pobliskim masztem. Nigdzie dalej sie nie wybiera - a jak juz to spowrotem w dół. Kierowca też gdzies sie oddala ku swemu przeznaczeniu.
Stawiamy wiec namioty tu gdzie stoimy, iść dalej jakos nam sie nie chce.
Pogode tez z lekka szlag trafia wiec wieczór spędzamy w namiocie - z gitarą oraz różnymi trunkami i przysmakami, których ciężar w plecakach w pewnym sensie był odpowiedzialny za nasze żółwie tempo i brak motywacji do szczególnie długich tras.
Rano okazuje sie, ze pozornie pusta połonina jest tak naprawde gęsto zamieszkana. Nie pospaliśmy - dzwonki i podskubywanie namiotów budzi nas koło 6 rano. Najpierw mija nas stado owiec. Idą zwartą grupą, ale jednak mimo wszystko potrafią sie rozdzielić aby ominąc podejrzane, łopoczące na wietrze przeszkody. Z krowami juz nie jest tak prosto. Trawa okazuje sie być najsmaczniejsza w naszych przedsionkach, a ciekawość zmusza bydleta aby wsadzic nosy i dalej. Szczególnym zainteresowaniem cieszą sie buty, a zwłaszcza sznurówki, które trzeba wręcz wydzierać z przeżuwających pysków.
Kolejne odwiedziny składa nam Kluska. Przynajmniej tak nazwaliśmy puszystą, białą kulke, która radośnie popiskujac próbuje nawiązac interakcje ze wszystkim wokół. Przypuszczalnie wyrośnie na psa - potwora i mam ogromną nadzieje, nie spotkać jej za kilka lat na zadnej z połonin. Ale poki co jest kochana i mięciutka, wiec trudno się dziwić, ze wszystkim ręce sie wyciągają celem pomiętoszenia. Zwłaszcza ze toto samo pcha sie nam na kolana i nadstawia brzuszek i uszka do drapania.
Chwile później pojawiają sie pasterze i zabierają Kluske. Łypią na nas dosyć nieufnie, tak jakby mieli obawy, ze chcemy im ową Kluske podprowadzic. Wygląda na to, ze Kluska jest dla nich dosyc cenna i zwykle trzymają ją gdzieś na oku, a dzisiaj po prostu dała w długą.
![]()



Czekamy i czekamy. Mamy ciche nadzieje, ze uda sie połączyć siły i dalszą trase przebędziemy wspólnie tzn. połoniny bedziemy przemierzac na podskakującej pace.
Odpowiedz z cytatem