Trzeba tuptać dalej. Pogoda nieco sie poprawia, chmury sie rozłażą, widoki coraz ładniejsze!























Mijamy bacówke. Znajomi zimą w niej spali, ale latem ma swoich stałych mieszkancow.



Na nocleg zatrzymujemy sie kawałek dalej, przy jakis wielkich żerdziach. Czas mija nam normalnie - czyli wędzenie w dymie, śpiewanki, jakas flaszeczka - chyba juz ostatnia…



Kolejny poranek, kolejne widoki. Kolejne klątwy na podejściach i kolejna radość z przestrzeni i wiatru, gdy droga szczesliwie faluje akurat w dół.





“Odcisk rury” wciąż dobrze widoczny.



Człowiek o dwóch cieniach...



Nie brakuje w tym rejonie beczących stad.