Strona 3 z 5 PierwszyPierwszy 1 2 3 4 5 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 21 do 30 z 46

Wątek: elektriczkami na krym

  1. #21
    Kronikarz Roku 2011 Awatar buba
    Na forum od
    02.2006
    Rodem z
    Oława
    Postów
    3,646

    Domyślnie Odp: elektriczkami na krym

    zdjecia do tej czesci
    http://picasaweb.google.pl/uchate.paciatko/201004_kercz
    http://picasaweb.google.pl/uchate.pa...twierdza_kercz
    http://picasaweb.google.pl/uchate.pa...zyncewska_kosa
    http://picasaweb.google.pl/uchate.pa...e_Bondarenkowo
    http://picasaweb.google.pl/uchate.pa...e_kamieniolomy

    Rano mamy troche stracha , ze jak zobacza nasze trzy sznurki prania rozpostarte między szafa, framuga, gwozdziem w lazience i czym tam jeszcze się da, to nas wezma i wywala z hotelu, a parę dni chcemy tu spedzic.. zawsze można powiedziec ze jako inostrancy nie rozumiemy regulaminu na scianie, ale czy uwierza? Dlatego część prania troczymy do plecaka i zabieramy ze soba- poza tym na sloneczku szybciej wyschnie.


    Lazimy po centrum kercza.. miasto jak miasto, nic szczegolnego, duze , ruchliwe i nie jakieś specjalnie urokliwe.. odnowiony zatloczony glowny deptak (strach myslec co tu się latem wyprawia), plac z leninem na posterunku, ladna cerkiewka, która oczywiscie ide zwiedzac. Toperz niestety musi zostac na zewnatz bo ma krotkie spodnie. W cerkwi są właśnie chrzty, więc ladnie spiewaja ale spiew jest gluszony przez wrzask zmoczonych dzieciatek. Jest tez mini sklepik gdzie można kupic swieczki, rozniste ikony, ksiazki o swietych, lancuszki i krzyzyki. Wybieram sobie dwa i kupuje , milo gawedzac ze sprzedajaca babuszka. Babuszka dziwi się „a to wy z polski, a ja myslalam ze tam u was to inna religia a nie taka jak u nas”. Więc ja jej na to ze może inna, ale przeciez Bog jest jeden.. Ona kiwa z przekonaniem glowa ze to to „wsjo rawno jaka swiatynia, taki sam krzyz, a widzicie, to ci zli co do wladzy się pchaja i politycy nas podzielili..”. W tym momencie przylacza się druga babcia zywo machajac rekami i argumentujac ze nie mamy racji bo ich wiara jest najlepsza, a inni to heretycy! Obie babcie zaraz zyskuja poparcie kolejnych i kolejnych, więc nie wiedziec kiedy, tworza się już grupki zywo dyskutujacych , zeby wrecz nie powiedziec wydzierajacych się na siebie staruszek.. Osz żesz..trza się było nie odzywac ) na koniec zjawia się ksiadz mowiac ze cerkiew a nie bazar i wszystkich wyprasza.. ja się wymykam chyłkiem i tylko z daleka obserwuje ze babuszkowe dyskusje na temat dogmatow wiary są kontynuowane przed cerkwia i w parku..


    następnie wylazimy na gorke mitridat, ogladamy straozytne ruiny pantikapej (taka kupka kamieni i dwie kolumny, które wszyscy podziwiaja i na ich tle się fotografuja- więc i my idziemy je popodziwiac ) na szczycie gorki są jeszcze jakieś socjalistyczne pomniki i duzy remont bo wszystko wykladaja jakas obrzydliwa kostka. Ale stad dokladnie widac odlegly cel naszej dzisiejszej wycieczki- twierdze kercz! Miejsce zupelnie pomijane przez polskie przewodniki. Może dlatego ze do niedawna niedostepne , bo znajdujace się na terenie zamknietego terenu wojskowego? Na internecie udalo mi się znalezc informacje ze obecnie jest prawie porzucone, puste i ogolnie dostepne. Coz może znaczyc „prawie”???


    Postanawiamy się dobrac do twierdzy od strony dzielnicy cementnaja slobodka i przyladka ak-burun, czyli idac caly czas pieszo wzdluz wybrzeza. Mijamy port, rozne przemyslowe i poprzemyslowe rozwaliska i w koncu trafiamy na przepiekne wybrzeze. Bardzo zalujemy ze nie mamy ze soba teraz namiotu i wszystkich gratow aby moc tutaj rozbic się na nocleg.








    Kawalek dalej znajdujemy wejscie do podziemi, ale niestety korytarz nie prowadzi daleko, jest dalej zasypany, trzeba by się czolgac i przeciskac a nam się nie chce. Po wizycie w tym miejscu zostaje na jakiś czas brunetka- sciany, sufit (a jest niewysoki)są niesamowicie usmolone jakims paskudztwem, więc i glowy i plecaki tez mamy w tym kolorze.









    Dalej czeka nas male rozczarowanie- nie da się przejsc wybrzezem- wyglada na to ze tereny twierdzy są otoczone drutem kolczastym (tzn podwojnym zasiekiem) a na nabrzeznej skarpie stoi jakieś radar..grrr.. no coz, ponieważ nie mamy ochoty tlumaczyc się straznikom dlaczego sforsowalismy zasiek (no i nie wiadomo czy najpierw beda pytac czy strzelac ) postanawiamy go obejsc dookola. Może od drugiej strony, tzn od strony arszyncewa, twierdza jest dostepna?


    Jak się okazuje mielismy racje, zasiek zakreca i dalej prowadza normalnie sciezki. (jest nam jednak odrobine dziwnie, jak na nasz widok chyba trzeci z kolei samochód zawraca i nawiewa). Trafiamy na nadmorskie skarpy w których mieszcza się zabudowania twierdzy


    są bardzo rozne- jakby wykute skalne nisze, czesciowo tylko wzmocnione cegla, które obecnie sluza za miejsca imprezowe lub za gniazda szerszeni.








    Podziemne korytarze





    czy zabudowania troche przypominajace forty twierdzy przemysl.









    Gdy już praktycznie czujemy się naogladani twierdzy i myslimy o powrocie spotykamy w ruinach miejscowa parke. Chlopak jest bardzo zainteresowany fortyfikacjami i zabral dziewczyne na spacer w to piekne miejsce, dziewczyna natomiast robi wrazenie lekko znudzonej. (np. on zwiedza ruiny w srodku, ona siedzi na trawie przed ze zgrymaszona mina). Ech... już widze jak beda po slubie razem spedzac czas wolny..


    Chlopak bardzo chce nas oprowadzic po twierdzy, tlumaczac ze on tu jest bywalcem i wszystko i wszystkich zna. Troche się dziwi ze w czesci polecanych przez niego obiektow już byliśmy. Nie byliśmy natomiast w gornej czesci twierdzy- która ponoc jest pilnowana, ale on zna straznikow i nam obiecuje zalatwic wejscie. Straznikiem okazuje się jakiś bardzo mlody chlopaczek który wraz z kolegami rabia tam drewno. Straznik??? Czy grupka miejscowych którzy przyszli na ruiny zrobic sobie impreze , nie maja na flaszke i znalezli sposob na oskubanie glupich turystow? No ale wyboru nie ma, idziemy z nim zwiedzac. Zabiera nas na gorke pod pomnik, a potem do roznych zabudowan i podziemnych tuneli.






    Opowiada dosyć ciekawe rzeczy- ze twierdza zostala zbudowana dla obrony ciesniny kerczenskiej, ze tu było wiezienie, a tu labirynt korytarzy aby niemcy się zgubili jak beda forsowac, a tu było wejscie do innych podziemi ale wladze kercza kazaly zasypac aby dzieciaki nie wlazily. Ponoc pod calym kerczem są labirynty korytarzy, część właśnie twierdzy kercz, część laczy się z antycznymi katakumbami czy kamieniolami. Niedawno, była glosna sprawa w okolicy bo czworo ludzi weszlo tu w twierdzy w podziemia, chlopcy wyszli a dziewczyny się zgubily. Szukali ich kilka dni, najpierw policja i wojsko, a gdy okazali się bezradni, nie znajac roznych tajnych przejsc, poprosili o pomoc lokalnych „bunkrowcow”. Znalezli je chyba po 4 dniach w podziemiach pod dzielnica miczurino więc ladnych parę kilometrow stad! Wtedy ponoc zakratowali glowne wejscie do kamieniolomow..ale pozostaly inne, boczne wejscia..

    Dla wielu miejscowych chlopakow glownym celem jest badanie tych roznych tuneli, a już najwiekszym wyczynem jest chodzenie po adzymuszkajskich kamieniolomach, bo są wyjatkowo niebezpieczne. Pytam go dlaczego: czy mogą się osypywac, zawalic, czy jakie niewypaly tam leza? Nie, nic z tego- ponoc bardzo latwo się zgubic na amen i nie wyjsc.. na tym etapie wydaje mi się ze koloryzuje, coby się popisac jaki jest gieroj ze on tam chodzil i nastraszyc glupich turystow..

    ale przychodzi jeszcze taki moment ze sobie przypominam jego slowa..


    odporowadza nas kawalek i się zegnamy. Nie dopomina się zadnej kasy- kim tak naprawdę był? Czy ci z radaru wynajeli mlodego za straznika aby mieć na baczeniu teren przed ogrodzeniem z drutu rowniez? Czy sam się nim obwolal- pilnujac czegoś przed kimś?



    Stad ogladamy sobie tez dokladnie wyspe tuzła, jest niesamowicie plaska, jak taka łacha piasku na morzu czy wieksza mielizna. Widac dokladnie nabudowana , niedokonczona, rosyjska groble, jakieś zabudowania








    i dowiadujemy się od miejscowych ze latem są tam raz dziennie kursy promu czy stateczku, ze jest czynna jakas baza oddycha, a poza sezonem (czyli teraz) bardzo trudno się tam dostac. No nie ma rzeczy niemozliwych, wszystko ma swoja cene , ale chyba nie warto się tak starac. Ponoc nie można obejsc wyspy dookola bo w polowie jest posterunek graniczny i od ukrainskiej strony nie wpuszczaja na rosyjska część. Niezgadza się to za bardzo z tym co pisalo na necie, ale twierdza ze w ramach porozumienia wyspa zostala podzielona na pol, i czesc jest ukrainska a część rosyjska. Oczywiscie wypowiedzi miejscowych są mocno nieobiektywne- uwazaja ze cala wyspa należy się im (tzn rosjanom) bo kiedys była polaczona z polwyspem, bo maja latwiejszy dojazd, bo wydali kupe kasy na budowe grobli i wogole co sobie te ukraince mysla- maja oddac wyspe i już (a najlepiej caly krym )



    W drodze do arszyncewa natykamy się jeszcze na fajne rozwieszone sieci,





    a na osiedlu lapiemy bez problemu marszrutke do centrum.


    Toperzowi udaje się mnie namowic na suszi- nigdy nie pociagala mnie wizja zimnej surowej ryby.. Ale posmakowalo mi wyjatkowo- od dzisiaj codziennie chce chodzic do tej knajpki- tzn ze względu naprzepyszne zarcie bo cala knajpka ogolnie była obrzydliwa, zrobiona na pseudowykwintny styl z kelnerami zachowujacymi się jakby kije popolykali..
    "ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

    na wiecznych wagarach od życia...

  2. #22
    Kronikarz Roku 2011 Awatar buba
    Na forum od
    02.2006
    Rodem z
    Oława
    Postów
    3,646

    Domyślnie Odp: elektriczkami na krym

    Kolejnego dnia , dla odmiany postanawiamy odwiedzic miejsce powszechnie opisywane w przewodnikach, pojawiajace się na folderach i widokowkach z okolicy- twierdze jenikale. Miejsce bardzo ladne, acz duzo bardziej popularne i zatloczone. Caly czas ktos się kreci, napierw są dwie łady z turystami, a pozniej przyjezdza wycieczkowy autobus i tereny twierdzy zmieniaja się w jeden wielki piknik.















    Nie przeszkadza nam to jednak znalezc ustronny balkonik i w spokoju wypic wino z widokiem na morze :)


    idac w strone marszrutki musimy przemierzyc bardzo urokliwa dzielnice















    Kolejnym naszym celem jest arszyncewska kosa- mierzeja na poludnie od kercza. Od kilku lat ja systematycznie wysiedlaja, twierdzac ze miejsce niebezpieczne do mieszkania z racji na mozliwosc zalania podczas sztormow.. (ostatni taki porzadny sztorm był chyba w latach 80tych...) Najprawdopodobniej przyczyna wysiedlen jest inna..

    Ponoc tylko kilka niepokornych rodzin zostalo na mierzei, nie chcac opuscic swoich przestronnych, pieknie polozonych domow i zamieszkac w klitkach w bloku.. wladze ponoc z nimi walcza odcinajac im prad, wode, likwidujac polaczenia autobusowe. Ostatnie wiesci jakie udalo mi się znalezc na necie pochodza sprzed dwoch lat.


    Do dzielnicy kamysz burun dojezdzamy marszrutka. Nieopacznie pytamy o droge na mierzeje dwoch dziadkow. Niestety nie chca nam wskazac kierunku (o co prosimy) tylko probuja wsadzic na sile w autobus -nie potrafia zrozumiec ze my się chcemy przejsc! Mysla ze nie mamy kasy i chca nam nawet oplacic bilety! a co gorsza probuja jeszcze rozpoczac rozne dyskusje na tematy polityczne. Gdy już nam się wydaje ze się wyswobodzilismy spotykamy ich po raz kolejny i kolejny, gdyż ida za nami aby sprawdzic czy się nie zgubilismy.


    Droga w strone mierzei prowadzi przez tereny zruinowanych zakladow przemyslowych,




    tereny portowe





    czy miejsca wystepowania takich oto dziwnych konstrukcji





    na mierzei faktycznie dużo opuszczonych, zruinowanych domow- fakt niektore polozone prawie na plazy,




    ale nie chce się wierzyc ze ktokolwiek chcialby z wlasnej woli porzucic tak piekne miejsce. Opuszczona biblioteka, sklep.. dwie „bazy oddycha” wygladajace na dzialajace w sezonie (ich nie zalewa??) okolo dziesieciu domow jest zamieszkala- suszy się pranie, szczeka pies, leza rozwloczone zabawki. Niestety nie udaje się spotkac zadnych ludzi aby z nimi pogadac, a zeby pukac po domach i mówić „my jestesmy turysci z polski, chcemy pogadac z wami o tej mierzei” to ja jestem zbyt niesmiala


    spotykamy także poprawne politycznie taczki





    wracamy plażą.. Dostajemy obledu jeśli chodzi o zbieranie muszelek- pozyskujemy ich caly worek- tu można by zbierac je łopata!! a niektore są wielkie jak piesci.


    To nie jest wybrany fragment- to losowo wybrany kawalek plazy





    a to najwiekszy okaz





    Tu tez po raz pierwszy zapoznajemy się z „rakuszecznikiem” - rodzajem nadmorskiego piasku, który caly się składa z mniej lub bardziej pokruszonych muszelek!




    Po chwile stajemy się integralnym kawalkiem plazy- rakuszecznik mamy wszedzie, w oczach, nosie, uszach, plywa w butelce z winem, wspaniale przykleja się do keczupu na kanapce, blokuje otwieranie się obiektywu w aparacie (buuuu, mój biedny nowy aparat! A obiecalam toperzowi ze będę o niego dbac )


    zatem zjadam pierwsza w zyciu ( i mam nadzieje ze nie ostatnia) kanapke z rakuszecznikiem- wapnia nam nie zabraknie! I po co kupowac za ciezka kase w aptece tabletki na osteoporoze z muszli?


    wypijamy winko i ogolnie cieszymy się plaza





    wracac planujemy inna droga- dojsc wybrzezem do nimfiej i lapac stamtad marszrutke na cetrum.


    Po drodze ogladamy jeszcze imponujacej wielkosci pomnik- widac go było z baaardzo daleka- wygladal jak wbity w ziemie statek kosmiczny.








    W dzielnicy eltigen lapiemy marszrutke. Nie bardzo wiemy dokad ona, bo na pytanie „czy jedzie na dworzec” wszyscy odpowiadaja „wsiadajcie”. Zatem wsiadamy.. po drodze toczy się jakas zazarta dyskusja między pasazerami którzy domagaja się zeby kierowca (ponoc według rozkladu) zawiozl nas na dworzec a kierowca który nie chce tego zrobic. Chcemy już nawet wysiasc wczesniej dla swietego spokoju ale babki nas uspokajaja ze one zalatwia zeby nas zawiozl na dworzec. Jedna z babek nie wiedziec czemu daje mi bukiet kwiatow. Nie wiem co potem z nimi zrobic w kerczu, nawet nie ma w hotelu wazonu, ale są ladne i mi ich szkoda w kubel wsadzic.. w koncu zawieszam je gdzies na drzewie.


    Udaje nam się zaprzyjaznic z obsluga hotelu „lazurnyj”w kerczu, przewijaja się te same osoby, dwoch ochroniarzy, jedna z trzech babek na recepcji. Codziennie rano i wieczorem chodze do nich z menazka po wrzatek, więc zanim się zagotuje jest okazja aby pogadac. Jeden z ochroniarzy, sasza, opowiada mi niestworzone rzeczy o adzymuszkajskich kamieniolomach, ze łącza się z podziemiami pod calym kerczem, oczywiscie jak znac przejscia, bo duza część jest zasypana. Władze wysadzaja w powietrze przejscia aby nikt tam nie lazil, miejscowi odkopuja i się przeczolguja do dalszych czesci. Nie radzi zapuszczac się zbyt daleko od wejscia bo „tam kazdy się zgubi” ale zdradza tajemnice lokalizacji kilku „dzikich wejsc”. Jednoczesnie mowi ze muzeum nie jest zbytnio ciekawe i zeby poznac „prawdziwe kamieniolomy” trzeba isc samemu a najlepiej z obeznanym miejscowym. Opowiada o walkach jakie się tam toczyly w czasie wojny, o kilku tysiacach ludzi które ukrywaly się w podziemiach (spore to musi być jak się tam zmiescili..)
    "ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

    na wiecznych wagarach od życia...

  3. #23
    Kronikarz Roku 2011 Awatar buba
    Na forum od
    02.2006
    Rodem z
    Oława
    Postów
    3,646

    Domyślnie Odp: elektriczkami na krym

    Kolejnego dnia wybieramy się do wulkanow blotnych. W tym celu jedziemy marszrutka do bondarenkowa. Na dworcu w kerczu zauwazamy ciekawa rzecz- wojne między dworcem popierajacym autobusy a kierowcami marszrutek, które tez z tego dworca odjezdzaja. Panie w kasach nie sprzedaja biletow na marszrutki, nie udzielaja informacji o ich rozkladzie, a gdy ktos pyta o nie są bardzo niemile. Z tego co opowiadaja kierowcy- obluga dworca zrywa rozklady marszrutek które oni wieszaja.. nie wiem jaka jest przyczyna: czy są zbyt duza konkurencja dla rzadko jezdzacych i drogich autobusow, czy powinni komus cos placic a tego nie robia.. jedno jest faktem- wiszacy przez jeden dzien rozklad jazdy znika bardzo szybko i zeby się dowiedzic kiedy gdzie można dojechac trzeba krazyc między kierowcami i rozpytywac, po czym robic srednia z godzin które oni podali, przyjsc pol godziny wczesniej niż wskazuje owa srednia i w 99% jestesmy skazani na sukces :)


    w bondarenkowie jestesmy kolo 8 rano, jakas babka doradza nam aby wysiasc na zakrecie bo stamtad najblizej na wulkany. Nie mamy za bardzo kogo zapytac jak isc dalej, wies jakby wymarla.. kto mial wygonic krowy na pastwisko czy jechac do pracy już pojechal, a reszta spi. Idziemy więc na czuja jedna sciezka która wydaje nam się ze idzie na polnoc.







    Napotkany po drodze ogorzaly pasterz utwierdza nas ze w dobrym kierunku zmierzamy.


    Pierwszy wulkan to jakby od czasu do czasu bulgoczace po srodku blotne jeziorko otoczone spękana ziemia. Zbyt blisko jeziorka boimy się podchodzic- w przewodniku „krymskoje priazowie” pisali cos o zatopionym w wulkanie niemieckim czolgu i jednym naukowcu którego ledwo wyciagneli i odratowali jak wpadl do srodka








    drugi wulkan wyglada fajniej- stozkowata gorka i można zajrzec do srodka- i popatrzec jak robi „bul” i „bulbul bul”. Przygladanie się i czajenie z aparatem na kolejne „bul” naprawdę wciaga!!













    postanawiamy tez zrobic uzytek z blotka, które ponoc ma rozniste lecznicze wlasnosci













    majac takie oto mile widoki





    wypijamy winko (to już tradycja na kazdej wycieczce), a potem lazimy jeszcze po stepie. Wylazimy na gorke, wygrzewamy w trawach i takie tam






    z bondarenkowa idziemy przez pola na adzymuszkaj. Odnajdujemy kamieniolomy









    oraz kilka dzikich wejsc. Wchodzac do srodka zaczynam rozumiec co mial na mysli sasza i straznik z twierdzy kercz.. to nie jurajska jaskinia czy bunkry MRU. Korytarz co chwile się rozdziela, na dwa , na trzy, na pięć.. pod roznymi kątami. Po trzecim skrzyzowaniu już totalnie nie wiem skad przyszlismy. Niektore czesci przypominaja siatke- skrecajac ciagle w lewo dojdzie się do miejsca startu, niektore ida w inne strony, czasem po rownym, niektore wyraznie w dol. Większość slepo się konczy ale z niektorych wieje zimnem sugerujac ze ida gdzies dalej. Sporo jest szczelin przez które jakby się przeczolgac może zajdzie się gdzies dalej.






















    Gdzieniegdzie leza po podlodze rozciagniete tasmy- chyba sposob zeby potem trafic do wyjscia. My, mimo ze idziemy tylko za tasma i potem tak samo wracamy, wychodzimy innym wejsciem niż weszlismy..


    muzeum jest zamkniete a glowne wejscie , faktycznie tak jak mowili, zakratowane.

    Gosciu na samym dole na pomniku przy wejsciu do muzeum niesamowicie przypomina mi igora z melitopola








    wieczorem babka z hotelu i sasza zapraszaja mnie na recepcje na ogladanie zdjec. Już wczesniej opowiadali nam o generalskich plazach- terenach pomiedzy wsia kurortnoje a zolotoje, ok. 30km dzikich plaz,ze skalkami, piaszczystymi zatoczkami, bez wsi i zadnego zagospodarowania, z racji ze wczesniej był tam tajny poligon, wstep wzbroniony i plaze tylko dla wojskowego naczalstwa. Teraz w polowie drogi pomiedzy miejscowosciami jest jedynie szyb naftowy i domek rybakow. Sasza latem co weekend jezdzi tam na motorze wypoczywac. Zdjecia naprawdę są zarabiste, opowiesci również.
    Gadamy tez o wyspie tuzla- ich zdania, opinie i opowiesci o tej wyspie sa identyczne jak miejscowych z okolic twierdzy kercz..
    Namawiaja nas tez zebysmy zostali na parade ktora sie bedzie odbywac w kerczu (i w innych krymskiech miastach) z okazji dnia zwyciestwa 9 maja, maja byc festyny, koncerty, rozne bazary i ogolnie cale miasto sie wtedy bawi. Brzmi ciekawie...a ja 10.05 musze juz byc w aptece :(


    Troche się u nich na zasiedzialam...


    zatem jutro się tam wybieramy!planujemy jakies 2-3 dni wedrowki, wylegiwania się na plazach.. Jako ze o wode tam ciezko zaopatrujemy się w 15 litrow mineralnej, spac zamierzamy w namiocie na plazy. Więc jutro jedziemy do kurotnoje!!!


    cdn
    "ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

    na wiecznych wagarach od życia...

  4. #24
    Kronikarz Roku 2011 Awatar buba
    Na forum od
    02.2006
    Rodem z
    Oława
    Postów
    3,646

    Domyślnie Odp: elektriczkami na krym

    Z kurortnoje idziemy piaszczysta droga wzdluz morza,przy niej bilbordy które jestem w stanie akceptowac


    mijamy blotne jezioro czokrak i wspinamy się na pierwsza gorke z której są super widoki.



    ogolnie caly teren jest rezerwatem, jest tablica gdzie cos pisze o niewjezdzaniu autem, niepaleniu ognisk,niebiwakowaniu, nielowieniu ryb i niepolowaniu Jest nawet szlaban




    dalsza nasz droga wiedzie albo przez nabrzeza gdzie co chwile otwiera się widok na kolejne dzikie piaszczysto-skaliste plaze









    można tez isc dalej od morza gdzie rozciagaja się trawy po horyzont









    to był dobry pomysl aby przyjechac tu wiosna- kwitnacy step nie jest przereklamowany :)



    w pierwszym dniu trzy razy spotykamy ludzi- trojke zmotoryzowanych turystow z sewastopola, obsluge wiezy wiertniczej i rybakow. A tak caly czas towarzyszy nam tylko huk fal rozbijajacych się o skaly, spiew skowronkow, brzeczenie owadow, szum traw i skrzypienie troche przyciezkiego,od duzej ilosci wody , plecaka.

    Wieczorem schodzimy i rozbijamy się na jednej z plaz.






    Nigdy wczesniej nie stawialismy namiotu na piasku (tzn. na rakuszeczniku ).




    Nijak toto przyśledziowac! A wiatr wieje mocno.. jedyna szansa staje się ufortyfikowanie naszego domku (ale i tak kilka sledzi nie udalo się odnalezc )




    zachod slonca zupelnie jak na kiczowatej widokowce z „cieplych krajow”



    zastanawiamy się również czy na morzu azowskim wystepuje cos takiego jak „pływy” , a jeśli tak na ile jest to duze zjawisko.. niby stawiamy namiot najwyzej i najdalej od morza jak się da (oczywiscie w obrebie plazy bo jak odmowic sobie takiej przyjemnosci? ) no i w takim miejscu zeby za nami nie była skala coby w razie czego było gdzie spierniczac
    Przypomina mi się relacja która kiedys czytalam- o jaskini w nadmorskich skalach gdzie jakas ekipa chciala rozbic się na nocleg.. z jakiś powodow tego nie zrobili a rano jaskinia była zalana pod sufit... jakie to było morze?? w nocy parę razy wychodze i sprawdzam czy morze już nas idzie odwiedzic czy jeszcze nie

    Patrzac na fale w ksiezycowa noc, sluchajac skrzeczenia nocnych ptakow czy obserwujac dziwne ksztalty oswietlonych ksiezycem skal, nie wiem czemu, przypomina mi się tej nocy historia która kiedys czytalam.. ze jakos w latach 80 tych na morzu azowskim zaginal statek.. znalezli go dryfujacego parę dni pozniej.. na pokladzie była tylko dwojka przerazonych dzieci a reszta zalogi zniknela.. cial nigdy nie odnaleziono a od dzieci tez nic się nie dowiedziano bo feralnej nocy spaly..

    w nocy sni mi się tez ze odnajduje na plazy slady gąsienic wychodzacych z morza i do niego wracajacych...
    "ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

    na wiecznych wagarach od życia...

  5. #25
    Kronikarz Roku 2011 Awatar buba
    Na forum od
    02.2006
    Rodem z
    Oława
    Postów
    3,646

    Domyślnie Odp: elektriczkami na krym

    Milo wyjsc rano z namiotu na totalnie pusta plaze!! Bo sasiednia plaza to dosyć zatloczona





    jakos nieskoro nam idzie pakowanie, zbieranie się, skladanie namiotu...



    tego dnia mijamy tereny bardziej gorzyste



    i nie spotykamy totalnie zadnych ludzi

    na nocleg upatrujemy sobie kolejna plaze




    gdzie mamy nawet prywatna mini jaskinie, skalny dziedziniec, nie wiem jak to nazwac. Jakieś 3 na 3 metry, otoczone skalami, od gory otwarte, a dochodzi się tam bardzo waska szczelina.



    Siedzimy sobie na plazy obserwujac zblizajacy się zachod slonca. Sielanke psuje pojawienie się dziwnej motorowki. Plynie dosyć szybko, ale w momencie jak nas zauwazaja siedzacych na plazy, zwalnia,wylacza silnik i chwile kreci się w kolko. Wyglada troche jakby nas obserwowali przez lornetki.. Po jakiś kilku minutach zapalaja silnik i odplywaja..
    A nam robi się troche łyso.. to pierwsi dziś napotkani ludzie.. tutaj takie odludzie a my tylko we dwojke.. maja nas tu namierzonych jak na talerzu i dokladnie obejrzanych.. kto wie czy wiedzac w której zatoczce siedzimy, nie pojechali do wsi po kumpli i nas nie odwiedza w nocy w niekoniecznie przyjacielskich zamiarach.., w koncu można tu latwo dojechac i motorowka i autem..a może to tylko rybacy przygladajacy się z ciekawosci, bo zwykle na plazy tylko mewy?
    Jakos tak zwykle wolimy zeby na wszelki wypadek nikt nie wiedzial gdzie stawiamy namiot..
    Ale opuszczac taka piekna plaze?

    W koncu jednak decydujemy się przeniesc w inne miejsce- dalej od morza znajdujemy mila dolinke wsrod skal.




    Czy miejscowi mieli jakieś zle zamiary czy tylko my jestesmy przewrazliwieni na zawsze pozostanie tajemnica...

    A wogole to dzisiaj zastanawiamy się nad ugotowaniem zupy na kleszczach! Tak ogromnej ilosci tego dziadostwa to ja jeszcze niegdy nie widzialam! Co parę minut strącamy ze spodni po kilka jak nie kilkanascie osobnikow! Więc stawiajac namiot wsrod tych traw mamy wrazenie ze do rana to nas zjedza zywcem. Jak się potem okazuje nie ugryzl nas ani jeden.. czy nie znaja ludzi, nie lubia, czym innym się zywia a tylko wygladaja jak kleszcze?

    Nastepnego dnia zmierzamy do zolotoje. Gdy już jestesmy niedaleko wioski zauwazamy ze po stepie idzie zbieznym kursem z naszym cos wygladajacego na byka! Nie widac reszty stada ani pasterza- jest jeden- pewno nawial...Jest jeszcze daleko, ale widac ze nas zauwazyl i powoli acz systematycznie się zbliza i wychodzi na to ze nasze drogi przed wioska się przetna! Przyspieszamy więc kroku, skrecamy w inna sciezke i udaje się dotrzec do wioski bez bliskiego spotkania..

    Na styk zdazamy na autobus, zauwazamy go na zakrecie, musimy nawet troche podbiec. A niewiele autobusow dziennie tu zawija..

    jak się potem okazuje- nasze dalsze przygody w szcziolkinie i okolicach mozemy zawdzieczac tylko stepowemu bykowi
    "ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

    na wiecznych wagarach od życia...

  6. #26
    Kronikarz Roku 2011 Awatar buba
    Na forum od
    02.2006
    Rodem z
    Oława
    Postów
    3,646

    Domyślnie Odp: elektriczkami na krym

    Autobus z zolotoje jedzie do kercza, ale jakos bardzo naokolo, mijamy
    wioseczke która w linii prostej jest ze szczolkina 20km... tylko drogi
    nie ma.. coz, trzeba jechac przez kercz.. w autobusie zwracam uwage na
    goscia w mundurze który ma super czapke- taka jak mi się zawsze
    podobaly , z wielkim rondem. Nawet robie mu zdjecie.



    W kerczu przesiadka na autobus do szcziolkina, gosciu w czapce również
    tam jedzie. Przysiada się do nas w autobusie, dopytuje skad jestesmy,
    oferuje pomoc w znalezieniu noclegu w miescie czy zwiedzaniu okolic.
    Dzwoni do znajomego który jest dyrektorem jednej z nieczynnych teraz
    baz oddycha i zalatwia nam nocleg na jej terenie. Mozemy rozbic namiot
    a plecaki ukrywamy w stateczku. Żenia, nasz nowy znajomy, pokazuje nam
    jak otwierac i zamykac stateczek nozem.



    Następnie zaprasza nas do
    siebie na wieczorna impreze, ale nie od razu, najpierw wysyla nas na
    spacer na miasto, a sam zamierza posprzatac, ponieważ "jego
    kawalerskie mieszkanko nie nadaje się do przyjmowania gosci". Więc
    jakieś poltorej godziny wloczymy się po miescie.

    Są miasta które turyste zachwycaja swoim pieknem, architektura,
    historia czy egzotyka. Chcialoby się je poznac, zapamietac,
    sfotografowac i czasem nawet wspomniec w dlugie zimowe wieczory. Są
    natomiast czasem miejsca gdzie przyjezdza się po raz pierwszy i czuje
    jak u siebie. Chcialoby się nie tyle zwiedzic, co w takim miejscu
    zamieszkac. Są po prostu bliskie marzen o idealnym miejscu
    zamieszkania. A wyjezdzajac czuje się jakiś niesamowity zal, jakby się
    opuszczalo miejsce z ktorym jest się zżytym od lat... Takim właśnie
    miastem było dla mnie szcziołkino.

    Ponoc jedno z najmlodszych krymskich miast.. powstalo w 1978 roku na
    srodku stepu jako osiedle przy budujacej się wielkiej elektrowni
    atomowej.. a potem niedlugo pierdyknął czarnobyl, ludzie na krymie
    zaczeli się buntowac przeciw elektrowniom atomowym i budowa nigdy nie
    zostala skonczona.. a miasto zostalo..

    Niby blokowisko jakich wiele na ukrainie i nie tylko.. ale atmosfere
    ciezko wyrazic slowami, czy nawet zdjeciem.. osiedle polozone cale na
    skałkowatych wzgorzach, pelne zieleni:drzew, kwitnacych krzewow,
    bluszczy wspinajacych się gesto na oplatajace bloki rury gazowe.
    Zatrzesienie jaskólek, którymi usiane są jak koralikami wszystkie
    druty, których między blokami nie brakuje. Tysiace innego spiewajacego
    ptactwa gniezdzacego się w licznych krzewach, niedokonczonych domach
    czy zapomnianych skwerach.

    I koty! Cale zastepy pieknych, puszystych kotow! Są wszedzie- tu chyba
    na jednego mieszkanca przypadaja trzy koty! Ciezko się rozejrzec,
    stojac w jednym miejscu i nie naliczyc przynajmniej 10 puszysto
    ogoniastych futrzakow!






    A maja się tu na czym karmic- na kazdym oknie prawie widac suszace się
    rybki. (jak zauwazyl kolega- ciekawe jak potem pachnie bielizna )






    Nie brakuje tu również kocich legowisk i schowkow- nikt nie
    zamyka im wejsc do piwnic, a i roznistych budek, komorek również jest
    pod dostatkiem.

    Znajdujemy wspanialy bazar


    oraz klimatyczna, ale niestety zamknieta
    knajpke "czajka"



    Wieczorem idziemy do żeni. Zaprasza nas do siebie , bardzo się
    cieszymy, bo stroze pilnujacy bazy oddycha byli malo sympatyczni.

    Na kolacje zjadamy smazone byczki oraz specjalnie pieczone w łupinach
    ziemniaczki.

    Żenia jako zapalony fotograf pokazuje nam dużo swoich zdjec, zarowno w
    komputerze jak i w albumach. Glownie są to rozne ładne pejzaze z
    wkomponowanymi mniej lub bardziej (a zwykle bardziej )
    porozbieranymi dziewczynami.

    Jednak ze wszystkich zdjec najbardziej podoba mi się buldog z akwalungiem :)



    Żenia opowiada nam jak sluzyl trzy lata w marynarce na dalekiej
    rosyjskiej polnocy, gdzie na zlodowacialych zamarznietych wyspach były
    tylko ich koszary. Prowadzili tam cwiczenia roznych wybuchow
    jadrowych, glownie były to male bombki które zakopywano z metr pod
    ziemia i tam dokonywano detonacji. Cwiczono również wybuchy w wodzie
    oserwujac jak wplywa to na statki i ich zaloge. Co ciekawe, żenia
    bardzo milo wspomina te czasy, wcale sobie nie krzywduje ze wywiezli
    go daleko od domu w malo przyjazny klimatycznie rejon. Zgadza się z
    pogladem ze tych z poludnia wysylali do wojska na polnoc i odwrotnie -
    "aby kazdy był przeszkolony do dzialan w kazdych warunkach". Żenia
    jedynie twierdzi , ze jako sluzyl w "troche szkodliwych warunkach" to
    musi teraz zdrowo się odzywiac np. jesc dużo warzyw.

    Poznajemy tez alternatywna wersje historii- co zabawne, zadne fakty
    nie odbiegaly od tego co bylo, wszystkie wspominane wydarzenia
    rzeczywiście mialy miejsce, niektorych tylko brakowalo.. Nie dalo się
    żeni zarzucic rażącej nieprawdy w zadnym momencie - acz calosc i
    wnioski wychodzily nieco dziwnie.. Krotko mowiac ,w tej wersji to
    rosjanie wygrali wojne, uratowali europe i swiat, i calymi latami
    bezinteresownie pomagali polakom i innym krajom. I żenia swięcie
    wierzyl w to co mowil..


    kosztujemy również domowego winka, kawioru z byczkow.

    Są również przebieranki- jako ze nasz gospodarz ma caly skladzik
    roznych mundurow, broni, nakryc glowy i innych rekwizytow które
    przydaja mu się w fotograficznym hobby











    jest również impreza z gitara- niestety znamy bardzo malo tych samych
    piosenek które bysmy mogli wspolnie spiewac.



    Spimy w pokoju corki gospodarza która akurat wyjechala do grecji. Ze
    scian patrza na nas napakowani kulturysci , wymalowane nastolatki oraz
    popiersie stalina.
    "ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

    na wiecznych wagarach od życia...

  7. #27
    Kronikarz Roku 2011 Awatar buba
    Na forum od
    02.2006
    Rodem z
    Oława
    Postów
    3,646

    Domyślnie Odp: elektriczkami na krym

    Rano jedziemy razem na przyladek kazantyp. W tym celu żenia idzie do
    garazu po swoj motor- URAL Z PRZYCZEPKĄ!!!! niby na kazantypie jest
    rezerwat i nie można wchodzic bez przepustki (a tym bardziej wjezdzac)
    która gdzies tam się pozyskuje. Ale takie prawa zwykle nie dotycza
    miejscowych ( i ich przyjaciół )
    toperz jako ciezszy dostaje przydzial na podrozowanie w przyczepce
    (buuuuu!! a ja tak chcialam...).











    Jako ze żenia ma tylko jeden kask-
    dostajemy z toperzem czapki czolgistow z poleceniem aby je ubierac jak
    jedziemy przez miasto bo tam policja łapie za jezdzenie bez kasku.
    Troche się dziwi, ze poza miastem ja ani mysle sciagac to z glowy
    nawet w czasie spaceru :) toperzowi mniej podoba się jego czapka- bo jest przyciasna i gniecie w glowe..






    zatem suniemy na uralu najpierw do wioski mysowoje a potem polnymi
    duktami na kazantyp. Nigdy nie myslalam ze taki motor się tak swietnie
    spisuje nawet na zupelnym bezdrozu. Najpierw przejezdamy przez
    centralna część polwyspu- niby rezerwat i zakaz wstepu a w glebi
    polwyspu szyby naftowe i wydobycie pelna gęba.. rezerwat mowili..



    pozniej ogladamy na szczycie resztki schronow z czasow wojny, niewiele
    zostalo ale tu np. mogly zaparkowac ciezarowki

    potem wybieramy się nad zatoke żmij. Jest to wyjatkowo niesamowite
    miejsce. Nie tylko urokliwa plaza, ot jakich wiele nam morzem
    azowskim. Kamienie i wystajace z wody skaly tworza jakby jeziorko,
    wyglada to jak jakas rafa koralowa albo co.










    Żenia opowiada nam legende - dzieki której powstala nazwa zatoki:
    ponoc kiedys pasterz wypasal tu owce i pewnego dnia z morza wypelznal
    wielki waz i zadusil kilka owiec. Przerazony pasterz pobiegl po
    pomoc, jednak gdy wrocil z innymi nie było już ani weza ani zdechlych
    owiec..

    cos w tej historii musi byc- mysmy w sasiedniej zatoczce spotkali
    takiego oto jegomoscia




    nie był to az taki okaz co to by owce zaduszal- ale kto wie co jeszcze
    zyje w tych skalach i jaskiniach...

    wedrujemy chwile nabrzezem odwiedzajac wyspy pozostajace we wladaniu
    ptakow



    czy skaly przypominajace pterodaktyle, lwy czy inne cuda



    w miedzyczasie odwiedza nas straznik w niwie. Dostajemy z toperzem
    prikaz siedzenia w zatoczce i nieodzywania się a żenia dlugo gada z
    gosciem. Ponoc gadali o ekologii

    na koniec wybieramy się do zatoczki po niebieska glinke.



    Wystepuje ona
    ponoc tylko tutaj na kazantypie i ma lecznicze właściwości. Glownie
    stosuje się ja zewnetrznie, na wszelakie skorne paskudztwa. Ponoc do
    żeni po ta glinke nawet jakieś ekipy z moskwy przyjezdzaly i leczyly
    tym nowotwory skory, podobno z powodzeniem. Glinke można także
    spozywac, rozmieszana w wodzie, na problemy zoladkowe. I dziala- u
    żeni zjadam pieczone byczki, kawior, polana mocno olejem surowke,
    wypijam mleko, również kwasne, niedlugo potem domowe musujace wino,
    poprawiam glinka i nic mi nie jest!!!! w dalszej drodze mój plecak
    jest ciezszy o jakieś dwa kilo niebieskiego towarzysza.
    "ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

    na wiecznych wagarach od życia...

  8. #28
    Kronikarz Roku 2011 Awatar buba
    Na forum od
    02.2006
    Rodem z
    Oława
    Postów
    3,646

    Domyślnie Odp: elektriczkami na krym

    kolo 14 żenia prowadzi jakieś spotkanie z zuchami więc musimy wracac
    do szcziolkina. On idzie na spotkanie a my dostajemy zadanie
    zrobienia obiadu- zostawia nam ziemniaki, cebule oraz grzyby- z tego
    ma być obiad. ( co gorsza mowiac to on glownie patrzy na mnie..). Aha,
    nie są to jakieś zwykle grzyby.. nie przypominaja zadnych które
    kiedykolwiek widzialam, a rosna ponoc na drzewach w lesie kolo
    szcziolkina. Cos jak skrzyzowanie huby, pieczarki i kurki. I nawet
    wychodza bardzo smaczne z cebulka i ziemniakami. I jak widac- są
    jadalne. A może sprawe uratowala glinka???




    aha- ciekawa jeszcze rzecza jest ze gotowanie obiadu to nie taka
    prosta sprawa- elektryczna kuchenka mnie kopie!!! tzn kopie mnie
    patelnia stojaca na kuchence! raz to myslalam ze mi się zdawalo, ale
    drugi i trzeci?? Żenia się dziwi jak to mozliwe- gdybym bez butow
    stala na podlodze to tak! Ale na gumowej podeszwie? Niedopuszczalne! W
    koncu poucza mnie ze nie miesza się metalowa lyzka tylko drewniana- to
    nie będzie kopac. No niby ok... ale jak wytlumaczyc ze żenie kopnela
    lodowka?

    popoludniem, również na motorze, jedziemy do ruin elektrowni.



    Do
    budynku glownego reaktora ponoc nie można wejsc (a przymajniej żenia
    nie ma tam wtykow). Zajezdzamy budynek od tylu i tam łazimy.









    Najwieksze wrazenie robia na mnie stosy ogromnych zardzewialych rur








    wieczorem znow imprezka, kolacja, winko, ogladanie zdjec.

    A rano , nie bez zalu, opuszczamy szcziolkino- kierujac się na
    feodozje i sudak.. taaak.. na tym etapie dochodzimy do tego ze na
    mierzeje arabacka i karabi jajłe nie starczy nam czasu.. (buuuu a
    najgorsze ze nie starczy na parade... na która żenia tez nas namawia)
    "ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

    na wiecznych wagarach od życia...

  9. #29
    Bieszczadnik Awatar dziabka1
    Na forum od
    09.2002
    Rodem z
    warszawa
    Postów
    879

    Domyślnie Odp: elektriczkami na krym

    Buba! Fantastyczna relacja i super zdjęcia! Gratulacje za podejście do ludzi :)) Przyznam, ze mocno mnie zachęciłaś, żeby tam pojechać :) Dzięki!
    No i pracujesz na kronikarza roku hehe :))))

  10. #30
    Bieszczadnik Awatar joorg
    Na forum od
    01.2005
    Rodem z
    Krosno
    Postów
    2,335

    Domyślnie Odp: elektriczkami na krym

    Cytat Zamieszczone przez buba Zobacz posta
    ...A rano , nie bez zalu, opuszczamy szcziolkino...
    Czytałem ( kilka razy wracając do już wcześniej przeczytanych opisów) to od rana w ten bardzo deszczowy dzień .... i "zaświeciło słońce" ,,,,,super relacja.
    Pozdrawiam i czekam na cd.
    PS Proszę wydaj to w wersji "pisanej".... do poczytania w czasie wędrówek
    "dosyć często rozważam co jest warte me życie?...tam na dole zostało wszystko to co cię męczy ,patrząc z góry w około - świat wydaje się lepszy.."
    Pozdrawiam Janusz

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Krym
    Przez Basia Z. w dziale Turystyka nie-bieszczadzka
    Odpowiedzi: 7
    Ostatni post / autor: 01-10-2012, 17:04
  2. Krym po raz trzeci
    Przez Basia Z. w dziale Turystyka nie-bieszczadzka
    Odpowiedzi: 17
    Ostatni post / autor: 19-09-2011, 17:35
  3. Kinburn, Arabatka i Krym- wrzesień 2010
    Przez buba w dziale Turystyka nie-bieszczadzka
    Odpowiedzi: 49
    Ostatni post / autor: 25-10-2010, 18:23
  4. krym- zdjecia
    Przez buba w dziale Turystyka nie-bieszczadzka
    Odpowiedzi: 2
    Ostatni post / autor: 04-09-2007, 23:21

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •