W zaporozu przestaje sie zgadzac internetowy rozklad jazdy pociagow. Do melitopola musimy jechac z przesiadka w fedoriwce. Pociag jedzie wzdluz dniepru. Poczatkowo sa to rozlewiska, bagna, starorzecza i wyspy pelne ptakow. Moze wlasnie tak wygladal "Czertomelik ze swoim labiryntem cieśnin, zatok, kołbani, wysp, skał, jarów i oczeretów". Niestety nie udalo mi sie zrobic zadnych zdjec, z racji na tlok i niesamowicie brudne szyby.. W koncu udaje mi sie przepchac i zajac taktyczna pozycje w drzwiach. Trasa dalej prowadzi wzdluz wybrzezy kachowskiego zalewu. Wiekszosc elektriczkowego tlumu jedzie na "rybałke" wiec my z toperzem sciagamy ciekawe spojrzenia z racji braku wędki, wiaderka czy krzeselka zalew chyba rzeczywiscie obfituje w ryby wszelakie bo prawie co 100m ktos siedzi z wedka wpatrujac sie w drugi brzeg zalewu zlewajacy sie z horyzontem. Co chwile pociag zatrzymuje sie na bezimiennych stacyjkach,





rybacy wysiadaja zajmujac z gory upatrzone pozycje nad woda a pozostali pasazerowie wysiadaja aby zapalic i pogadac z rybakami. Postoje trwaja nieraz i po pol godziny, ale tutaj nikomu nigdzie sie nie spieszy.

<topeerz> „Nie spieszy” to zanczy, że jak pociąg ma stać planowo 20 min to będzie stał 20, nawet jak ma już godzine „w plecy” :) Tak myślę, że tu by można nałowić ryb „po drodze” ...</topeerz>













Zapach fajkowego tytoniu i bezfiltrowych papierosow zlewa sie z zapachem ryb, wodorostow i kwitnacych sadow ktore gesto porastaja cale brzegi. Szum pluskajacej wody miesza sie z rozmowami , glownie na temat gatunkow ryb, mandatow za nielegalny połów czy wyzszosci wedki nad siecia lub odwrotnie.. Ta podroz moglaby trwac wiecznie!!! oprocz wspanialej miejscowki z drzwiach pozyskuje jeszcze najlepszego pierozka na wyjezdzie- z kapusta i sosem pomidorowym :)

<topeerz> Buba mi nie kupiła pierożka! </topeerz>



niestety wszystko ma swoj kres i w koncu docieramy do melitopola. Tu oczywiscie rozkladem internetowym rowniez mozemy sobie d.. podetrzec- nie ma porannego pociagu do dzankoj! jest jeden, wieczorem.. wiec nasz pomysl noclegu w tym miescie i wycieczki do kamiennych mogil bierze w łeb :(
pozostaje nam 7 godz oczekiwania na pociag, wiec zostawiamy bagaze w przechowalni i ruszamy na miasto. Włóczymy sie po knajpkach i chyba w trzeciej z kolei poznajemy igora i sieroże.

<topeerz> Sierioża jest byłym taksówkarzem więc zna wszystkich. Faktycznie zna a nie tylko mówi, ze zna – bo tak mówią wszyscy miejscowi. BTW. Jak miejscowy mówi, że „on tu wszystkich zna i tu są źli ludzie ale on będzie bronił” to trzeba się rozejrzeć gdzie się ma siekierę. Na szczęście to nie ten przypadek...
Sierioża i Igor pracują razem na jednej maszynie (w jakiejś fabryce?) i chyba właśnie przyszli się zrelaksować po robocie. Ponieważ nie jest to pierwsza knajpa gdzie się relaksują mamy pewien handicup. Oczywiście biorą nas za Czechów (na tej wyprawie byliśmy też Litwinami a Buba raz została Białorusinką … ciekawe, ale Polaków tu nie znają …).
W czasie tej imprezy dowiadujemy się także nareszcie jak poprawnie rozebrać suszonego „byczka” (wcześniej sądziliśmy, że są raczej niejadalne ). Odrywamy płetewke i ...</topeerz>

Na poczatku chca pic tylko z toperzem, a igor kupuje mi piwo bezalkoholowe (!) bo "diewuszki nie pija".. na szczescie z czasem sytuacja sie normuje :))

<topeerz> Naturalne jest, że na imprezie pija faceci, a baby (tu: buba) mogą w najlepszym razie się przysłuchiwać i dyskretnie dbać o aprowizacje (tu: wódka i zagrycha). Poczyniłem małe fo pa rozlewając drugą kolejkę do 4, a nie 3 kubków... Ci innostrańcy … Drugim problemem z którym cięęęężko się pogodzić miejscowym jest to, że to Buba „nawija” trochę po rusku (ja coś tam rozumiem, ale musimy więcej wypić przed osiągnięciem porozumienia). Przy każdej wódce widzę tę konsternację jak nie wiedzą gdzie lać a gdzie gadać </topeerz>





igor jest wielkim fanem wysockiego i puszcza nam w komorce rozne jego piosenki. Jest ogromnie zdziwiony ze znam na pamiec wiecej slow "wierszyny" niz on

<topeerz> Nie jestem pewien czy Igor jest fanem Wysockiego bo lubi jego muzykę czy też dlatego, że to chyba 4 co do wielkości pomnik w mieście (po Diabelskim młynie, Armii Czerwonej i Puszkinie).</topeerz>

Chlopaki postanawiaja nam pokazac maisto, a jako ze my protestujemy ze malo czasu do pociagu- wynajmuja taksowke. Pokazuja nam sady wisniowe , kwitnace w calym miescie, ponoc z tej racji melitopol slynie na calej poludniowej ukrainie z pysznego miodu.





Potem zabieraja nas do parku- dumy calego miasta. Niesamowicie przypomina mi on park w chorzowie, tylko bez ZOO. Momentami az mi dziwnie, ze takie az podobienstwo.
Zabieraja nas tez pod pomnik bohaterow - czolg z czerwona gwiazda na cokole,







pamiatkowe tablice itp. Igor ma bardzo powazne podejscie do takich spraw, nie pozwala siadac pod pomnikiem, gani za radosne usmiechy do zdjec czy glosne rozmowy. Za to sieroża (wstydzac sie tylko troszeczke) opowiada nam na ucho jak to dawniej z chlopakami robili w tym czolgu imprezy z samogonem :) ponoc da sie wejsc nawet do srodka - tylko klapa bardzo ciezka i policja moze zlapac
Miasto szczyci sie rozwniez pieknymi klombami pelnymi tulipanow. Lekko wciety igor, ku mej rozpaczy, zrywa dla mnie tulipana w srodku miasta, wiec łaże z kwiatkiem w rece rozgladajac tylko wokol kiedy mnie zwinie jakis stroz porzadku za niszczenie zieleni...

<topeerz> Tulipany faktycznie są piękne. Im jesteśmy bliżej Krymu tym więcej ich spotykamy. I to nie tylko na klombach – rowinież niespotykanych u nas „dzikich” pieknie pstrzących łąki … :)</topeerz>

<topeerz> Jeśli wierzyć w opowiadanie (i nie wierzyć własnym oczom) to Melitopol to jest w ogóle perłą Europy - a Ukrainy w szczególności. Hasło „a co, u was takich nie ma” jest hasłem przewodnim naszej, skądinąd przemiłej, wycieczki. Grzecznie podziwiamy wszystko łącznie z młyńskim kołem i letnim lodowiskiem (od którego z trudem się migamy tłumacząc się brakiem czasu). Ostatnim elementem naszej wycieczki jest wspólna impreza w parczku pod dworcem, gdzie chłopaki, pomimo całej miłości do najpiękniejszego miasta Europy pustą flaszkę rzucają w krzaki ...</topeerz>


Cudem zdążamy na pociag i odjezdzamy do dzankoj.

<topeerz> zdążamy bo przerywamy w połowie pożegnania. Buba jakoś nie wspomniała jaką atencją Igora się cieszyła </topeerz>






Niestety przez wiekszosc trasy jest juz ciemno, szkoda, zwlaszcza w momentach gdy pociag przejezdza przez rozlewiska nad siwaszem.