Kolejnego dnia wybieramy się do wulkanow blotnych. W tym celu jedziemy marszrutka do bondarenkowa. Na dworcu w kerczu zauwazamy ciekawa rzecz- wojne między dworcem popierajacym autobusy a kierowcami marszrutek, które tez z tego dworca odjezdzaja. Panie w kasach nie sprzedaja biletow na marszrutki, nie udzielaja informacji o ich rozkladzie, a gdy ktos pyta o nie są bardzo niemile. Z tego co opowiadaja kierowcy- obluga dworca zrywa rozklady marszrutek które oni wieszaja.. nie wiem jaka jest przyczyna: czy są zbyt duza konkurencja dla rzadko jezdzacych i drogich autobusow, czy powinni komus cos placic a tego nie robia.. jedno jest faktem- wiszacy przez jeden dzien rozklad jazdy znika bardzo szybko i zeby się dowiedzic kiedy gdzie można dojechac trzeba krazyc między kierowcami i rozpytywac, po czym robic srednia z godzin które oni podali, przyjsc pol godziny wczesniej niż wskazuje owa srednia i w 99% jestesmy skazani na sukces :)
w bondarenkowie jestesmy kolo 8 rano, jakas babka doradza nam aby wysiasc na zakrecie bo stamtad najblizej na wulkany. Nie mamy za bardzo kogo zapytac jak isc dalej, wies jakby wymarla.. kto mial wygonic krowy na pastwisko czy jechac do pracy już pojechal, a reszta spi. Idziemy więc na czuja jedna sciezka która wydaje nam się ze idzie na polnoc.
Napotkany po drodze ogorzaly pasterz utwierdza nas ze w dobrym kierunku zmierzamy.
Pierwszy wulkan to jakby od czasu do czasu bulgoczace po srodku blotne jeziorko otoczone spękana ziemia. Zbyt blisko jeziorka boimy się podchodzic- w przewodniku „krymskoje priazowie” pisali cos o zatopionym w wulkanie niemieckim czolgu i jednym naukowcu którego ledwo wyciagneli i odratowali jak wpadl do srodka
drugi wulkan wyglada fajniej- stozkowata gorka i można zajrzec do srodka- i popatrzec jak robi „bul” i „bulbul bul”. Przygladanie się i czajenie z aparatem na kolejne „bul” naprawdę wciaga!!
postanawiamy tez zrobic uzytek z blotka, które ponoc ma rozniste lecznicze wlasnosci
majac takie oto mile widoki
wypijamy winko (to już tradycja na kazdej wycieczce), a potem lazimy jeszcze po stepie. Wylazimy na gorke, wygrzewamy w trawach i takie tam
z bondarenkowa idziemy przez pola na adzymuszkaj. Odnajdujemy kamieniolomy
oraz kilka dzikich wejsc. Wchodzac do srodka zaczynam rozumiec co mial na mysli sasza i straznik z twierdzy kercz.. to nie jurajska jaskinia czy bunkry MRU. Korytarz co chwile się rozdziela, na dwa , na trzy, na pięć.. pod roznymi kątami. Po trzecim skrzyzowaniu już totalnie nie wiem skad przyszlismy. Niektore czesci przypominaja siatke- skrecajac ciagle w lewo dojdzie się do miejsca startu, niektore ida w inne strony, czasem po rownym, niektore wyraznie w dol. Większość slepo się konczy ale z niektorych wieje zimnem sugerujac ze ida gdzies dalej. Sporo jest szczelin przez które jakby się przeczolgac może zajdzie się gdzies dalej.
Gdzieniegdzie leza po podlodze rozciagniete tasmy- chyba sposob zeby potem trafic do wyjscia. My, mimo ze idziemy tylko za tasma i potem tak samo wracamy, wychodzimy innym wejsciem niż weszlismy..
muzeum jest zamkniete a glowne wejscie , faktycznie tak jak mowili, zakratowane.
Gosciu na samym dole na pomniku przy wejsciu do muzeum niesamowicie przypomina mi igora z melitopola
wieczorem babka z hotelu i sasza zapraszaja mnie na recepcje na ogladanie zdjec. Już wczesniej opowiadali nam o generalskich plazach- terenach pomiedzy wsia kurortnoje a zolotoje, ok. 30km dzikich plaz,ze skalkami, piaszczystymi zatoczkami, bez wsi i zadnego zagospodarowania, z racji ze wczesniej był tam tajny poligon, wstep wzbroniony i plaze tylko dla wojskowego naczalstwa. Teraz w polowie drogi pomiedzy miejscowosciami jest jedynie szyb naftowy i domek rybakow. Sasza latem co weekend jezdzi tam na motorze wypoczywac. Zdjecia naprawdę są zarabiste, opowiesci również.
Gadamy tez o wyspie tuzla- ich zdania, opinie i opowiesci o tej wyspie sa identyczne jak miejscowych z okolic twierdzy kercz..
Namawiaja nas tez zebysmy zostali na parade ktora sie bedzie odbywac w kerczu (i w innych krymskiech miastach) z okazji dnia zwyciestwa 9 maja, maja byc festyny, koncerty, rozne bazary i ogolnie cale miasto sie wtedy bawi. Brzmi ciekawie...a ja 10.05 musze juz byc w aptece :(
Troche się u nich na zasiedzialam...
zatem jutro się tam wybieramy!planujemy jakies 2-3 dni wedrowki, wylegiwania się na plazach.. Jako ze o wode tam ciezko zaopatrujemy się w 15 litrow mineralnej, spac zamierzamy w namiocie na plazy. Więc jutro jedziemy do kurotnoje!!!
cdn
























Odpowiedz z cytatem