Rano jedziemy razem na przyladek kazantyp. W tym celu żenia idzie do
garazu po swoj motor- URAL Z PRZYCZEPKĄ!!!! niby na kazantypie jest
rezerwat i nie można wchodzic bez przepustki (a tym bardziej wjezdzac)
która gdzies tam się pozyskuje. Ale takie prawa zwykle nie dotycza
miejscowych ( i ich przyjaciół )
toperz jako ciezszy dostaje przydzial na podrozowanie w przyczepce
(buuuuu!! a ja tak chcialam...).











Jako ze żenia ma tylko jeden kask-
dostajemy z toperzem czapki czolgistow z poleceniem aby je ubierac jak
jedziemy przez miasto bo tam policja łapie za jezdzenie bez kasku.
Troche się dziwi, ze poza miastem ja ani mysle sciagac to z glowy
nawet w czasie spaceru :) toperzowi mniej podoba się jego czapka- bo jest przyciasna i gniecie w glowe..






zatem suniemy na uralu najpierw do wioski mysowoje a potem polnymi
duktami na kazantyp. Nigdy nie myslalam ze taki motor się tak swietnie
spisuje nawet na zupelnym bezdrozu. Najpierw przejezdamy przez
centralna część polwyspu- niby rezerwat i zakaz wstepu a w glebi
polwyspu szyby naftowe i wydobycie pelna gęba.. rezerwat mowili..



pozniej ogladamy na szczycie resztki schronow z czasow wojny, niewiele
zostalo ale tu np. mogly zaparkowac ciezarowki

potem wybieramy się nad zatoke żmij. Jest to wyjatkowo niesamowite
miejsce. Nie tylko urokliwa plaza, ot jakich wiele nam morzem
azowskim. Kamienie i wystajace z wody skaly tworza jakby jeziorko,
wyglada to jak jakas rafa koralowa albo co.










Żenia opowiada nam legende - dzieki której powstala nazwa zatoki:
ponoc kiedys pasterz wypasal tu owce i pewnego dnia z morza wypelznal
wielki waz i zadusil kilka owiec. Przerazony pasterz pobiegl po
pomoc, jednak gdy wrocil z innymi nie było już ani weza ani zdechlych
owiec..

cos w tej historii musi byc- mysmy w sasiedniej zatoczce spotkali
takiego oto jegomoscia




nie był to az taki okaz co to by owce zaduszal- ale kto wie co jeszcze
zyje w tych skalach i jaskiniach...

wedrujemy chwile nabrzezem odwiedzajac wyspy pozostajace we wladaniu
ptakow



czy skaly przypominajace pterodaktyle, lwy czy inne cuda



w miedzyczasie odwiedza nas straznik w niwie. Dostajemy z toperzem
prikaz siedzenia w zatoczce i nieodzywania się a żenia dlugo gada z
gosciem. Ponoc gadali o ekologii

na koniec wybieramy się do zatoczki po niebieska glinke.



Wystepuje ona
ponoc tylko tutaj na kazantypie i ma lecznicze właściwości. Glownie
stosuje się ja zewnetrznie, na wszelakie skorne paskudztwa. Ponoc do
żeni po ta glinke nawet jakieś ekipy z moskwy przyjezdzaly i leczyly
tym nowotwory skory, podobno z powodzeniem. Glinke można także
spozywac, rozmieszana w wodzie, na problemy zoladkowe. I dziala- u
żeni zjadam pieczone byczki, kawior, polana mocno olejem surowke,
wypijam mleko, również kwasne, niedlugo potem domowe musujace wino,
poprawiam glinka i nic mi nie jest!!!! w dalszej drodze mój plecak
jest ciezszy o jakieś dwa kilo niebieskiego towarzysza.